Jak
flaki z olejem
Targi o zaległe nadgodziny dyżurowe
Wiele
szpitali będzie (lub już jest) obciążonych obowiązkiem zapłaty
za godziny nadliczbowe wypracowane przez lekarzy na dyżurach pełnionych
w latach 1996-1999.
Obowiązek ten pojawił się w wyniku orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego
z 17 maja 1999 r., kiedy to TK uznał, iż rozporządzenie Rady Ministrów
z r. 1974 w sprawie dyżurów lekarskich jest niezgodne z Konstytucją,
gdyż reguluje ono czas pracy, a jest to możliwe tylko na drodze
ustawowej. Ponieważ rozporządzenie to zostało derogowane (czyli
uznane za niebyłe), zastąpiła je regulacja Kodeksu pracy, kwalifikująca
dyżury lekarskie jako pracę w godzinach nadliczbowych.
W skali kraju, o zapłatę za te nadgodziny wystąpiło do sądów z
pozwami kilkanaście tysięcy lekarzy.
Gdyby przyjąć górną granicę wszystkich roszczeń, to wraz z odsetkami
wyniosłyby one ok. miliard zł. Ale kwota ta będzie mniejsza, gdyż
w sierpniu 2001 r. Sąd Najwyższy – wydając wyrok w jednej z takich
spraw – orzekł, iż pod uwagę należy brać tylko tzw. godziny efektywnej
pracy na dyżurze. SN wyjaśnił nawet w pisemnym uzasadnieniu wyroku,
co należy rozumieć przez czas efektywny. Są to mianowicie godziny
wykonywania czynności wynikających z zakresu obowiązków lekarza
dyżurnego, oraz godziny oczekiwania na udzielenie świadczenia
zdrowotnego, liczone od momentu uzyskania informacji, że np. karetka
wiezie pacjenta do szpitala. Czasem efektywnym jest również oczekiwanie
na wyniki zleconych badań dodatkowych.
Tylko część z tych spraw zakończyła się już prawomocnym wyrokiem.
W wielu przypadkach procesy przeciągają się, gdyż pracodawcy starają
się minimalizować liczbę godzin efektywnych, podczas gdy lekarze
ją maksymalizują.
Pracodawcy wnioskują o odliczanie wolnych godzin udzielonych lekarzowi
w dniu po dyżurze (nawet – w poniedziałki), nie chcą wliczać dodatku
za nadgodziny do „średniej dyżurowej” za okres urlopu, i „rozcieńczają”
godziny efektywne dyżurami pełnionymi w dni wolne od pracy, choć
dni te nie są przedmiotem roszczeń (dlatego odliczanie wolnych
godzin w poniedziałki jest nieprawidłowe). Jeden z dyrektorów
szpitali np. „zagubił” listy obecności, aby utrudnić lekarzom
udowodnienie, że po dyżurach nie mieli oni tak wielu godzin wolnych,
jak twierdził pracodawca.
Wskutek tych manipulacji, niekiedy dochodzi do przedstawiania
sądowi absurdalnych wyliczeń, z których wynika, że lekarz, zamiast
otrzymać dodatek, powinien wręcz dopłacić szpitalowi za swoje
dyżury. Niektóre sądy biorą takie wyliczenia za dobrą monetę i
oddalają lekarskie pozwy, mimo nie budzącego wątpliwości wyroku
SN w analogicznej sprawie. Z kolei inne sądy grzęzną w żmudnym
wyliczaniu godzin efektywnych, powołując biegłych.
Najlepszym i najprostszym rozwiązaniem jest zawarcie przez obie
strony ugody sądowej. Można np. przyjąć, iż godziny efektywne
stanowiły 40 proc. dyżuru tępego, a 60 lub 70 proc. – dyżuru ostrego.
Można też ustalić w ugodzie wysokość odsetek do zapłacenia, gdyż
formalnie ich kwoty dawno już przekroczyły wartość roszczenia
i ciągle rosną.
Ryszard Kijak
|