O nas Sprawy organizacyjne Poczta do ZK OZZL Archiwum
Aktualności
Konferencje prasowe
Opinie prawne

Czym się różnimy?
Artykuł ukazał się w nr 47 –50 Służby Zdrowia

Pojawiła się niedawno w telewizji reklama nowego tygodnika: Najpierw wycinkowe spojrzenie na twarz zapłakanej, młodej kobiety. Gdy wszyscy są przekonani, że to obraz kolejnej ludzkiej tragedii, kadr ulega rozszerzeniu i widzimy, iż przyczyną łez nie było nieszczęście ale radość zawodniczki ze zdobytego medalu. Obrazowi towarzyszy hasło: „docieramy głębiej”.

Pogląd o konieczności wprowadzenia zasad rynkowych do służby zdrowia niektórzy uważają wręcz za profanację wzniosłego posłannictwa jakim jest leczenie ludzi. Bo jak tu bezinteresowność, współczucie, miłosierdzie, solidaryzm - wszystkie te cechy, które kojarzą się z medycyną, zastąpić wyrachowaniem, działalnością dla zysku, konkurencją, które są przecież nieodłącznymi elementami rynku.

Jeśli jednak tych samych przeciwników rynku spytać czy są za oszczędnym i efektywnym wydatkowaniem pieniędzy przeznaczonych na leczenie, uczciwą, dobrze zorganizowaną i wydajną pracą personelu medycznego, wysoką jakością świadczeń udzielanych chorym, dobrym zarządzaniem szpitalami, odpowiednią wyceną świadczeń zdrowotnych, likwidacją nieuzasadnionych kolejek do leczenia, korupcji, szarej strefy - wszyscy odpowiedzą, że tak.

Jak jednak osiągnąć te wszystkie szlachetne cele, eliminując zasady rynkowe? Doświadczenie ostatnich kilkuset lat pokazuje, że jest to niemożliwe. Wszędzie tam, gdzie mechanizmy rynkowe zastępowano arbitralnymi decyzjami urzędników, pojawiały się szybko: marnotrawstwo, bylejakość, korupcja, nieefektywność i spadek wydajności pracy. Nie pomagali uczciwi kontrolerzy i światli planiści. Przeciwnicy rynku jakby tego nie zauważali. Oni patrzą powierzchownie i widzą tylko wąski wycinek problemu. Na przykład działalność „dla zysku” traktują wyłącznie jako przejaw egoizmu i chciwości właścicieli szpitali, nie zauważając, że jest to przecież również wyraz troski o bilansowanie się przychodów z wydatkami, o oszczędne i efektywne funkcjonowanie, dbałość o kondycję finansową zakładu i jego przyszłość, także w tym celu aby nie pozbawić w przyszłości chorych potrzebnych świadczeń zdrowotnych, a pracowników – miejsca pracy. Unikanie leczenia „przypadków nieopłacalnych”, tak bardzo krytycznie oceniane przez przeciwników prywatyzacji w służbie zdrowia, to przecież nic innego jak wskazówka, że określone świadczenie jest zbyt nisko wycenione przez płatnika. Gdy tego, rynkowego, sygnału zabraknie, mamy to co teraz – masowe zadłużanie się szpitali i deficyt większości świadczeń. Podobnie rzecz się ma z konkurencją, która nie oznacza przecież wrogości do innych podmiotów na rynku, a służy lepszemu dostosowaniu się do potrzeb pacjentów, poprawie jakości itp.

Przeciwnicy rynku zarzucają nam, jego zwolennikom, że - widząc opisane wyżej zalety mechanizmów rynkowych – nie dostrzegamy jego zasadniczej wady – konieczności obciążenia pacjentów kosztami świadczeń zdrowotnych (a przynajmniej ich częścią). Mylą się. My dobrze wiemy o tej wadzie. Wiemy również, że może to spowodować, iż niektórych ludzi nie będzie stać na dopłaty do leczenia. Nie jest jednak prawdą, że przechodzimy nad tym do porządku dziennego, że jesteśmy zimni i bezwzględni ( myślący tylko o zysku i swoim dobrobycie). My, tak samo jak przeciwnicy rynku w służbie zdrowia, nie chcemy aby potrzebujący pozbawieni byli pomocy medycznej i „umierali pod płotem” z powodu braku środków. Inaczej jednak niż oni uważamy, że aby pomóc biednym, nie trzeba niszczyć mechanizmów rynkowych. Wręcz przeciwnie, trzeba je zachować, bo przynoszą one pożyteczne i wręcz „zbawienne” skutki, powodując, że za posiadane środki można zapewnić leczenie większej ilości ludzi. A biednym … trzeba po prostu pomóc, wspierając ich finansowo. Powinny robić to indywidualne osoby – bezpośrednio lub poprzez organizacje charytatywne, powinny samorządy terytorialne, a w końcu państwo w ramach systemu pomocy społecznej. Jest też tutaj miejsce na prawdziwie judymowe postawy lekarskie, na szpitale i inne zakłady prowadzone przez Kościół lub organizacje dobroczynne.

Czym zatem się różnimy my – zwolennicy rynku w ochronie zdrowia od jego przeciwników. Odwołam się do przytaczanej na wstępie reklamy: docieramy głębiej ( i widzimy szerzej ).

Krzysztof Bukiel

Stargard Szczeciński 16 maja 2005r.