„Służba Zdrowia” Nr
13-16/2005, 21 lutego 2005
Czarna polewka
Ryszard Kijak
Przeciwko uchwaleniu ustawy o pomocy publicznej i restrukturyzacji
publicznych zakładów opieki zdrowotnej (tzw. „ustawy o supach”)
środowiska medyczne i samorządy terytorialne protestują już od
półtora roku. OZZPiP, NSZZ „S” i Związek Powiatów Polskich organizowały
manifestacje pod siedzibami Sejmu i Urzędu Rady Ministrów, protestowano
też w regionach (np. wielokrotnie na Podlasiu – RP OZZL, PF ZZPOZ).
Na początku stycznia br. przedstawiciele najbardziej aktywnych
związków zawodowych (oprócz OPZZ i FZZPOZ) i samorządów zawodów
medycznych, wraz ze stowarzyszeniem wierzycieli szpitali publicznych
i Związku Powiatów Polskich, przedstawili marszałkowi Sejmu W.
Cimoszewiczowi swoje negatywne stanowisko w sprawie projektu
tej ustawy, a OZZPiP wręczył marszałkowi kilkadziesiąt tysięcy
podpisów pielęgniarek i położnych, sprzeciwiających się planom
jej uchwalenia.
Nie dowierzając tym opiniom, minister zdrowia M. Balicki wystąpił
do dyrektorów 815 samodzielnych publicznych zakładów opieki zdrowotnej
z zapytaniem o stanowisko dotyczące projektu „ustawy o supach”.
Spośród 551 nadesłanych odpowiedzi, 235 dyrektorów opowiedziało
się za jej uchwaleniem, 202 było przeciw, a 114 wstrzymało się
od głosu.
Podczas posiedzenia Rady społeczno-zawodowej przy ministrze zdrowia,
które odbyło się 7 lutego br., M. Balicki uznał te wyniki za
sukces, przemawiający za uchwaleniem ustawy. Była to zwykła manipulacja.
Balicki zataił bowiem, że aż 264 dyrektorów nie udzieliło żadnej
odpowiedzi. A zgodnie z pismem, które skierował do dyrektorów
sp zozów w dniu 3 lutego br., „brak odpowiedzi uznany zostanie
za stanowisko przeciwne uchwaleniu ustawy.”
Jeśli więc przeliczyć wyniki ponownie, tym razem zgodnie z samobójczymi
zasadami założonymi przez ministra Balickiego, to okazuje się,
że rzekomy sukces przeradza się w druzgocącą klęskę: 114 wstrzymujących
się od głosu, 235 popierających, a aż 466 – przeciw.
Jeszcze gorzej było na posiedzeniu wspomnianej Rady społeczno-zawodowej
(złożonej z przedstawicieli samorządów i związków zawodowych
działających w ochronie zdrowia, samorządów terytorialnych, organizacji
pracodawców, stowarzyszenia wierzycieli szpitali publicznych,
oraz innych podmiotów). Zanim prowadzący spotkanie wiceminister
Z. Podraza zdążył zaprotestować, udało mi się znienacka członkom
Rady zadać pytanie: kto jest skłonny poprzeć ten projekt? Spośród
kilkudziesięciu uczestników, ręki nie podniosła ani jedna osoba
(!)...
Nawiasem mówiąc, ten sam efekt głosowania Rady społeczno-zawodowej
uzyskałbym już na jesieni 2003 r., gdy zalążki obecnego projektu
(autorstwa sławetnego M. Łapińskiego) prezentowała ówczesna wiceminister
E. Kralkowska. Jednakże wówczas prosiłem, by to ona przeprowadziła
taką ankietę, na co (przewidując jaki będzie wynik) oczywiście
się nie zgodziła. Tym razem wykorzystałem brak doświadczenia
Z. Podrazy na stanowisku wiceministra, i sam przejąłem inicjatywę.
Wprawdzie Podraza skarcił mnie poniewczasie, że to on prowadzi
zebranie a nie ja, ale trochę się z tym spóźnił.
Gdyby więc jakimś cudem (czytaj: za pomocą zakulisowych targów
politycznych) rządowi udało się „przepchnąć” tę ustawę, to od
razu wiadomo, na kogo można (a właściwie – nie można) liczyć
przy jej wdrażaniu. W tym przypadku – prawie na nikogo. A wiadomo
jest przecież, że powodzenie każdej ustawy zależy wyłącznie od
jej akceptacji przez środowiska, które mają ją realizować.
Z pisma ministra zdrowia z 3 lutego 2005 r., skierowanego do
dyrektorów szpitali: „Wyniki tej ankiety mogą być jednym z decydujących
czynników, który wpłynie na przebieg głosowania w Sejmie.” OK.
Zobaczymy zatem, jak sobie z tak jednoznaczną opinią środowiska
poradzi Sejm RP, a potem ewentualnie Senat i Pan Prezydent. W
każdym bądź razie, plucie pod wiatr jeszcze nigdy nikomu nie
przyniosło nic dobrego, a zwłaszcza plującym.
|