O nas Sprawy organizacyjne Poczta do ZK OZZL Archiwum
Aktualności
Konferencje prasowe
Opinie prawne

„Służba Zdrowia” Nr 18-21/2006, 13 marca 2006

Choroba szalonych głów

Ryszard Kijak

Spotkanie Komitetu Porozumiewawczego z premierem Kazimierzem Marcinkiewiczem

– Ochrona zdrowia choruje szalenie. Jest to choroba, która trwa od wielu lat. Efekty naprawy będą widoczne w ciągu dwóch lat – powiedział 3 marca w Urzędzie Rady Ministrów premier Kazimierz Marcinkiewicz na spotkaniu z przedstawicielami powołanego 22 lutego br. Krajowego Komitetu Porozumiewawczego na Rzecz Wzrostu Wynagrodzeń Pracowników Służby Zdrowia. Premierowi towarzyszyli wicepremier i minister finansów Zyta Gilowska oraz minister zdrowia Zbigniew Religa.
– Program naprawy systemu jest kompilacją programów PiS i PO i będzie realizowany przez ministra Religę – ciągnął dalej premier (a ja, słuchając tego, doznałem szoku: czyżby rząd przyjął już projekt ustawy o powszechnym ubezpieczeniu zdrowotnym, napisany przez OZZL i będący właśnie propozycją kompromisu pomiędzy programami obu tych partii!? – przyp. aut.). – W tym roku opracowany zostanie system rejestru usług medycznych oraz lista szpitali, a w przyszłym koszyk usług medycznych i ubezpieczeń uzupełniających. Listę szpitali można by przyspieszyć, ale trzeba z nią poczekać, aby nie stała się „łupem wyborczym”. Zwiększenie nakładów na ochronę zdrowia nastąpi poprzez sfinansowanie kosztów ratownictwa medycznego z budżetu państwa, a także urealnienie wpłat do NFZ za rolników i osoby bezrobotne. Łącznie z poprawą sytuacji gospodarczej i zwiększeniem składek, da to wzrost w wysokości 15 proc. Do końca marca Ministerstwo Zdrowia ma opracować taki sposób realizacji wzrostu płac pracowników ochrony zdrowia, by procedury płacone przez NFZ uwzględniały wartość „robocizny” (tego słowa premier nie użył, ale domyślam się że o to mu chodziło – przyp. aut.).
Wicepremier Z. Gilowska uzupełniła, iż planowany na rok 2007. wzrost środków publicznych na ochronę zdrowia o 4 mld – z czego połowa trafi ze składki, a reszta z budżetu – to dla finansów publicznych duży wydatek. – Nie wydaje mi się, aby finanse mogły podjąć wysiłek większy, ze względu na ograniczenia związane z traktatami europejskimi – uprzedziła.
– Wstęp był dla nas rozczarowujący – skwitował te oświadczenia prezes NRL Konstanty Radziwiłł. – Chcemy, aby rząd dostrzegł priorytet, jakim jest ochrona zdrowia, w postaci działań, a nie tylko słownych deklaracji. Jeśli mamy zabezpieczyć jakość świadczeń medycznych chociażby na poziomie krajów sąsiednich, a pracownikom służby zdrowia zapewnić godne warunki pracy i płacy, to nakłady ze środków publicznych muszą wynosić co najmniej tyle samo co tam, czyli minimum 6 proc. PKB. Inaczej mamy do czynienia z manipulacją.
– Problem wynagrodzeń w ochronie zdrowia to enklawa z przeszłości – kontynuował Radziwiłł. – Społeczna wrażliwość rządu powinna więc przełożyć się na rozwiązanie problemu coraz bardziej utrudnionego dostępu pacjentów do świadczeń medycznych oraz dramatycznej sytuacji życiowej kilkusettysięcznej rzeszy pracowników sektora ochrony zdrowia. Część środków publicznych przeznaczona na ochronę zdrowia musi być zasadniczo większa. Trzeba inaczej ustawić priorytety. A co w latach następnych? Oczekujemy jakiegoś scenariusza. Oraz scenariusza dalszych spotkań. A te 4 mld to nie są państwa decyzje. Bo nawet bez nich wzrost nakładów byłby ten sam, wynika on bowiem w przeważającej części z dotychczasowych regulacji prawnych oraz istniejącego i przewidywanego wzrostu gospodarczego.

Ratownictwo z budżetu

W odpowiedzi, premier Marcinkiewicz przeprosił za to, że jego poprzednia wypowiedź nie była być może zbyt jasna. – Finansowanie ratownictwa medycznego (które – jak rozumiem – jest realizowane przez NFZ mimo braku ustawy o ratownictwie – przyp. aut.) zostanie „wyjęte” z Funduszu i sfinansowane z budżetu – uściślił. – W związku z tym w NFZ pozostanie 1,2 mld na inne cele. Urealnienie składek, o którym mówiłem wcześniej, to 0,8-1 mld. Następny 1 mld jest zapisany w corocznym progresie podatku o 0,25 proc., a kolejny 1 mld wyniknie z w miarę wysokiego wzrostu gospodarczego. Zwiększenie wynagrodzeń w branży zdrowotnej ma być rozpracowane na 3 lata. Aby je wytworzyć, musimy wniknąć w procedury zamawiania świadczeń medycznych.
– Intencją rządu jest doprowadzenie do płacenia za rolników i osoby bezrobotne średniej wartości składki, a nie – jak dotychczas – 45 proc. – zadeklarowała wicepremier Gilowska.
Marek Twardowski, sekretarz „Porozumienia Zielonogórskiego”, usiłował podpowiedzieć rządowi, jak można zracjonalizować popyt na świadczenia medyczne. – W podstawowej opiece zdrowotnej należy wprowadzić „drobne współpłacenie”, w wysokości zaledwie kilkunastu zł, na wzór zastosowanej w Niemczech „opłaty regulacyjnej”, która spowodowała spadek zapotrzebowania na świadczenia medyczne poz o 25-30 proc. Poza tym powinno się zdemopolizować płatnika. Pomiędzy płatnikami musi istnieć konkurencja – dowodził.
W podobnym duchu wypowiedział się wiceprzewodniczący OKZZPOZ Eugeniusz Muszyc. Optował za wprowadzeniem przynajmniej opłaty za tzw. „koszty hotelowe”. – „Wsad do kotła” dla pacjenta w szpitalu wynosi 3 zł na dobę – mówił. – A psu policyjnemu przysługuje na żarcie 8 zł.
Przedstawiciele rządu pozostali jednak głusi na sugestie znalezienia innych źródeł finansowania świadczeń medycznych, niż NFZ. Jak od ognia uciekali od wdawania się w dyskusję o źródłach pozabudżetowych, oraz o docelowym kształcie systemu opieki zdrowotnej. Widać, że kampania wyborcza się jeszcze nie skończyła, bo jesienią czekają nas przecież wybory samorządowe. A w tej sytuacji nie można zgodzić się na jakiekolwiek dodatkowe koszty, które ponieśliby pacjenci (czytaj: wyborcy). Tylko że w następnym roku na nowatorskie zmiany będzie już za późno i system nadal pozostanie niewydolny.
Przewodniczący OZZL i pomysłodawca utworzenia Krajowego Komitetu Porozumiewawczego Krzysztof Bukiel poczuł się zażenowany dotychczasową dyskusją. – Co nas obchodzi, ile państwo daje? – spytał. – Politycy obiecują, a wykonują to pracownicy. To pracownicy realizują zobowiązania polityków. Jesteśmy szantażowani przez polityków szantażem moralnym. Jesteśmy zmuszani do pracy za pół darmo, dla dobra chorego. Politycy, choć mają wiele sposobów na zmianę sytuacji, nie chcą z nich skorzystać, dbając o interesy partyjne. Nie chcą np. zaakceptować możliwości finansowania ochrony zdrowia z innych źródeł niż tylko środki publiczne.

Syty głodnego nie zrozumie

Na wyobraźnię najlepiej działają ilustrujące regułę przypadki jednostkowe. Taki przypadek podała – na własnym przykładzie – wiceprzewodnicząca MZZTAM Marzenna Jagiełło. – Po realizacji ustawy „203” – co w moim zakładzie stało się zupełnie niedawno – zarabiam obecnie netto 955 zł. Jestem fachowcem, pracuję w zawodzie 24 lata. Gdy mówię, że zarabiam za mało, słyszę odpowiedź, że w każdej chwili mogę się zwolnić. Kiedyś na koniec miesiąca zostawało mi nawet parę groszy, a teraz nie zostaje mi nic, tylko zaczyna brakować. Chciałabym, aby moje córki poszły na studia wyższe. Nie pójdą, bo mnie na to nie stać.
Po zakończeniu części oficjalnej doszło do wzruszającego momentu, gdy do wiceprzewodniczącej Jagiełło podeszła wicepremier Gilowska i wyraziła swoje współczucie. Ciekaw jestem, co z tego współczucia wyniknie. Bo jeśli porównać roczne zarobki wiceprzewodniczącej Jagiełło, doskonałego fachowca w swojej specjalności, zamykające się kwotą ok. 15 tys. zł brutto, z zarobkami prof. Religi, też doskonałego fachowca w swojej specjalności, które wynoszą (jak podają media) 350 tys. zł, to nóż się sam w kieszeni otwiera. Syty głodnego nigdy nie zrozumie.
Ale zanim jeszcze część oficjalna dobiegła końca, K. Radziwiłł ostrzegł, że wprawdzie premier spotyka się teraz z Krajowym Komitetem Porozumiewawczym, to niebawem może być to Krajowy Komitet Protestacyjny. – To spotkanie nie może się skończyć wymianą myśli – powiedział. – My nie chcemy protestu, ale też nie gwarantujemy, że sprawy nie wymkną się nam spod kontroli.
Jeszcze bardziej konkretny był Mariusz Jankowski, szef ZZA. Spytał po prostu: – Co mam powiedzieć ludziom? Kiedy i ile?
Odpowiedź premiera. – Wygospodarowane 4 mld zł zostaną przeznaczone na dwa cele: podwyżki wynagrodzeń i amortyzację. Zespół ministra zdrowia do końca marca ma opracować kwoty i terminy. Istnieje możliwość podwyżki wynagrodzeń o ok. 30 proc. od 1 stycznia 2007 r. I taka sekwencja będzie zastosowana przez kolejne 3 lata.
Jednak nawarstwione od lat zaległości są tak duże, iż propozycja rządowa jest grubo niewystarczająca. Nie wiadomo zresztą, czy czasem nie jest to li tylko propaganda przed wyborami samorządowymi, mająca zapewnić spokój społeczny. Ale choroby szalonych głów politycznych nie da się już dalej leczyć plastrami. Dlatego w coraz to innych zakładach opieki zdrowotnej w Polsce załogi zaczynają wysuwać postulaty płacowe.
Wszyscy zawsze uważali – i uważają nadal – że „ochrona zdrowia choruje szalenie”, wszyscy wiedzą, jakie jest na to lekarstwo, wszyscy wypisują recepty na tę chorobę, ale nikt tych recept nie chce realizować.