Biuletyn ORL w Białymstoku, nr 1/2006 (I-III 2006)
Świńska godziwość
W środowisku medycznym narasta wrzenie, spowodowane niespełnionymi – jak dotychczas – przyrzeczeniami przedwyborczymi Prawa i Sprawiedliwości, dotyczącymi zwiększenia nakładów publicznych na ochronę zdrowia z niecałych 4 proc. PKB do 6, oraz odczuwalnej podwyżki zarobków pracowników opieki zdrowotnej. Zmieniona przez rząd Marcinkiewicza ustawa budżetowa na rok bieżący nie sygnalizuje nawet początku spełniania tych obietnic. Samorządy i związki zawodowe pracowników ochrony zdrowia postanowiły więc przypomnieć rządzącej obecnie „koalicji”, że zobowiązań nie można rzucać na wiatr.
Przykładem skutecznych działań mogą być chociażby te świnie: mieszkańcy Wielkiej Brytanii. W styczniu br. uzyskali oni gwarancję: odpowiednich warunków do życia, swobodnego wyboru towarzystwa lub samotności, zapewnienia właściwej diety, ochrony przed bólem, cierpieniem, zranieniem i chorobami, oraz monitorowania nienaturalnego zachowania. Dyskryminowane dotychczas środowiska poddanych Jej Królewskiej Mości (nie tylko zresztą świnie, ale i osły, oraz inne bydlaki większego i mniejszego pokroju) doczekały się nareszcie poszanowania swoich praw w postaci ustawy o… dobrobycie zwierząt (jeśli ktoś pomyślał, że zacząłem obrażać Anglików, to jego problem).
Tym samym, fauna w Wielkiej Brytanii zdobyła większe poważanie, niż pielęgniarki i lekarze w Polsce. Im nikt ustawowo nie zapewnia dobrobytu, odpowiednich warunków do życia, nikt nie chroni przed bólem i cierpieniem, nie przygotowuje właściwej diety i nie pozwala na swobodny wybór towarzystwa lub samotności. O monitorowaniu nienaturalnego zachowania nawet nie wspominając. Nikogo nie obchodzi to, że pracownicy ochrony zdrowia, zamiast zajmować się pacjentami, zrzeszają się w związkach zawodowych, protestują, manifestują swoje niezadowolenie w pochodach i pikietach, podejmują radykalne uchwały na zjazdach swoich samorządów. Nienaturalne zachowanie medycznego stada jest całkowicie ignorowane, choć jego przejawów jest coraz więcej. A oto przykłady.
Ogólnopolski Związek Zawodowy Lekarzy już pod koniec ubiegłego roku zaczął występować do pracodawców w całej Polsce z postulatem zwiększenia wynagrodzeń – na początek – o przynajmniej 30-50 proc. (roszczenia te poparło wiele Okręgowych Izb Lekarskich, w tym nasza również) oraz – ostatnio – o wliczenie (tam, gdzie dotychczas tego nie zrobiono) podwyżki „203” do podstawy wynagrodzenia, aby proporcjonalnie zwiększyć etatowe wynagrodzenie dyżurowe lekarzy.
Podobne żądania poczynają wysuwać pielęgniarki i położne, oraz pozostałe grupy zawodowe ochrony zdrowia. Coraz więcej organizacji związkowych w Polsce wszczyna zakładowe spory zbiorowe w tych sprawach.
Styczniowy VIII Krajowy Zjazd Lekarzy stanowczo upomniał się o satysfakcjonujące wynagrodzenia swojej grupy zawodowej. Treść uchwał w tej sprawie można znaleźć na internetowej stronie NIL.
Dziesiątego lutego zainaugurowała swoją działalność Koalicja „Teraz Zdrowie”, która ma edukować społeczeństwo, a zwłaszcza polityków, i wyjaśniać im, że minimalne nakłady na ochronę zdrowia ze środków publicznych muszą wynosić 6 proc. PKB, a nie – niecałe 4. Za tyle – nie da się tego ciągnąć dalej. „TZ” ma tłumaczyć najprostsze zasady arytmetyki, które stanowią, że „4” to aż o połowę mniej, niż „6”.
Do Rady Koalicji „TZ” weszli: Konstanty Radziwiłł – prezes Naczelnej Rady Lekarskiej, Elżbieta Buczkowska – prezes Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych, Andrzej Wróbel – prezes Naczelnej Rady Aptekarskiej, ks. Arkadiusz Nowak – prezes Instytutu Praw Pacjenta i Edukacji Zdrowotnej, Marek Wójtowicz – prezes Stowarzyszenia Menedżerów Opieki Zdrowotnej, Mateusz Żelewski – wiceprezes Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Wyrobów Medycznych, Paweł Żelewski – prezes Stowarzyszenia Firm Farmaceutycznych w Polsce, LAWG.
Poza tym, Naczelna Rada Lekarska opracowała projekt zmian legislacyjnych w ustawie o zawodach lekarza i lekarza dentysty, oraz ustawie o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych, zmierzający do ustawowego zagwarantowania minimalnego wynagrodzenia dla poszczególnych grup lekarzy.
Z kolei 22 lutego powstał Komitet Porozumiewawczy Związków Zawodowych i Samorządów Ochrony Zdrowia, do którego akces zgłosiły następujące organizacje: Ogólnopolski Związek Zawodowy Lekarzy, Ogólnopolski Związek Zawodowy Pielęgniarek i Położnych, Ogólnopolski Związek Zawodowy Techników Medycznych Elektroradiologii, Ogólnopolska Konfederacja Związków Zawodowych Pracowników Ochrony Zdrowia, Federacja Związków Zawodowych Pracowników Ochrony Zdrowia i Pomocy Społecznej, NSZZ „Solidarność”, Związek Zawodowy Anestezjologów, Naczelna Rada Lekarska, Naczelna Rada Pielęgniarek i Położnych.
Jedynym celem tego Komitetu będzie dopominanie się u władz rychłej realizacji obietnicy przedwyborczej, dotyczącej istotnego zwiększenia wynagrodzeń pracowników ochrony zdrowia.
Ale Komitet Porozumiewawczy nie będzie domagał się wynagrodzenia godziwego. Bo „godziwe” wynagrodzenie – może to kogoś zaskoczy – już mamy. Tu trzeba wyjaśnić, że termin ten nie jest takim sobie wyrazem jak każdy inny, a może nawet i piękniejszym, tylko ma swoją definicję i określoną wartość. Określenie to zostało wpisane 18 października 1961 r. do Europejskiej Karty Społecznej i oznacza zarobek zapewniający pracownikowi i jego rodzinie „godziwy” poziom życia, a więc możliwość zaspokojenia podstawowych potrzeb ekonomicznych, kulturalnych i społecznych. Karta precyzuje nawet dokładnie, iż takie wynagrodzenie stanowi… 2/3 lub 68 proc. przeciętnego wynagrodzenia krajowego.
Polska – jak zwykle – wykręciła się sianem i oszukała swoje społeczeństwo, bowiem co prawda ratyfikowała Europejską Kartę Społeczną, ale – z wyłączeniem właśnie art. 4, mówiącego o wynagrodzeniu „godziwym”. Dlatego – zapisane teraz w art. 13 Kodeksu pracy – prawo do „godziwego” wynagrodzenia, bez podania jego konkretnej definicji, jest tylko ironią z pracowników i formułką nie zobowiązującą do niczego. Autorzy tej wydmuszki, zawierającej czystą fikcję (no bo przecież ktoś to musiał napisać, zatwierdzić i uchwalić) powinni wisieć na przydrożnych drzewach. Ale dzięki tej manipulacji, dokonanej na najwyższym szczeblu, polityka państwa może w tym kontekście ograniczać się jedynie do ustalania wynagrodzenia najniższego.
W Polsce „godziwie” zarabia więc każda osoba zatrudniona legalnie, gdyż u nas jest to wynagrodzenie równe płacy minimalnej, która od 1 stycznia br. wynosi 899,10 zł. Netto wychodzi 649,79 zł. A gdyby w Polsce obowiązywała norma unijna, to „godziwe” wynagrodzenie wynosiłoby 1.596,12 zł (przeciętne wynagrodzenie w III kwartale 2005 r.: 2.347,24 zł x 68 proc.). W tej sytuacji, ani pielęgniarek nie satysfakcjonuje wynagrodzenie „godziwe” w wydaniu polskim, ani lekarzy nie interesuje „godziwe” wynagrodzenie w wydaniu europejskim. Perfidna definicja wynagrodzenia „godziwego” nie pochodzi na pewno od pojęcia „godność”, lecz od faktu, że za to wynagrodzenie pracownicy „zgodzili się” pracować (bo się nie zwalniają).
Pielęgniarki i lekarze w Polsce nawet nie potrzebują aż pięciu swobód – takich, jakie dostały w noworocznym prezencie brytyjskie świnie. Wystarczy, że otrzymają wynagrodzenie adekwatne do swojej pracy. Wtedy pozostałe swobody po prostu sobie kupią. Jeśli zechcą.
Ryszard Kijak
Przewodniczący Regionu Podlaskiego OZZL
|