O nas Sprawy organizacyjne Poczta do ZK OZZL Archiwum
Aktualności
Konferencje prasowe
Opinie prawne

Przeżyjmy to jeszcze raz!

Minął  gorący okres kampanii wyborczej, zdążyliśmy nawet oswoić się z wynikami wyborów. Pozostało pytanie: co dalej? Jako wyborcy poniesiemy skutki dokonanych wyborów i nie ma co się oszukiwać, że będzie inaczej. Słowa „solidarnie i sprawiedliwie” w tej kampanii oznaczały janosikową  metodę odbierania bogatym i dawania biednym, czyli równania w dół. Wprowadzeni w euforię  patriotycznymi hasłami, przypominającymi jako żywo rok 1989, zapomnieliśmy o tym, że przede wszystkim trzeba mieć co dzielić, żeby było rzeczywiście lepiej, a nie tylko „sprawiedliwiej”. Walka wyborcza już na wstępie poróżniła potencjalnych sojuszników i koalicjantów i, jak zwykle, szczytne hasła odstawiono na bok, a  kolejne działania i wypowiedzi polityków nie pozostawiły cienia wątpliwości, o co, tak naprawdę, chodzi. Tak, niestety, się składa, że w ochronie zdrowia najbardziej odczujemy wszystkie niekorzystne działania polityków, bo ta dziedzina zawsze była buforem finansów publicznych i zawsze dostawaliśmy tyle, ile zostało. Zawsze też politycy nie pozwalali sobie na uczciwość i rezygnację z populizmu, troszcząc się o wynik wyborczy, a konsekwencje niezrealizowania ich obietnic spadały na świadczeniodawców, czyli faktycznie na nas-lekarzy. Nowa nominacja na ministra zdrowia też rozwiała nadzieje na zmiany na lepsze. Prof. Religa znany był w środowisku medycznym nie tylko jako kardiochirurg, ale też jako twórca systemu zmian w organizacji ochrony zdrowia. Wprawdzie jego projekt różnił się dość istotnie od projektu Porozumienia Środowisk Medycznych, ale na pewno był lepszy od tego co mamy obecnie. Niestety, pan minister oświadczył, że obecny system będzie funkcjonował jeszcze 2 lata. Przypomina to groteskową sytuację, w której lekarz, po zdiagnozowaniu ciężkiej choroby, tłumaczy pacjentowi, że będzie dobrze, jeżeli na leczenia poczeka dwa lata. Działania dotychczasowych rządów i poszczególnych ministrów zdrowia w dziedzinie reformowania systemu są równie skuteczne, jak leczenie biegunki papierem toaletowym.

Wszyscy wiedzą, bo sami niejednokrotnie się o tym przekonali, że system ochrony zdrowia w Polsce nie działa dobrze, a właściwiej byłoby stwierdzić, że takiego systemu  nie ma, bo przecież skrajne niedofinansowanie przez lata, długi publicznych jednostek ochrony zdrowia, ciągłe prowizorki i pseudoreformy robione przez pseudofachowców, wyzysk ekonomiczny pracowników, długie kolejki pacjentów, nie mogą być uznane jako system. Każdy uczciwy układ wymaga określenia co można zaoferować i za jaką cenę. W sytuacji obecnej mamy chory układ, w którym politycy obiecują wszystko wszystkim, ale nie potrafią znaleźć adekwatnych środków. Trudno się dziwić, że nie ma woli politycznej, aby zmienić obecny układ, bo każdy rok jego funkcjonowania oznacza wymierne korzyści w postaci „zaoszczędzonych” pieniędzy. Między innymi stąd można czerpać środki na finansowanie różnego rodzaju synekur, agencji, funduszy itp. dla „zasłużonych” przyjaciół i sponsorów z kampanii wyborczej. To, że odbywa się to kosztem pracowników, nikogo już nie obchodzi. Płace wykwalifikowanej pielęgniarki nie sięgające połowy średniej krajowej, płace lekarzy poniżej średniej krajowej ( ok.  1/3  - 1/4 płacy pielęgniarki w Niemczech), płace salowych na poziomie najniższego wynagrodzenia, nie oburzają i nie dziwią nikogo, ani zakłamanych polityków, ani pacjentów, którzy oczekują opieki na najwyższym poziomie, serdeczności i współczucia na każdym kroku, bo przecież płacą składkę. Tymczasem najwyższy urzędnik w ochronie zdrowia mówi, że jeszcze przez przynajmniej 2 lata będziemy tak wykorzystywani. Likwidacja Kas Chorych i wprowadzenie Narodowego Funduszu Zdrowia trwały zalewdie kilka miesięcy i ,mimo protestów środowiska lekarskiego, pośpiesznie wdrożono system, który od początku nie miał szans na powodzenie. Natomiast naprawa złego systemu już na wejściu nowego ministra „musi” trwać 2 lata, chociaż Porozumienie Środowisk Medycznych opracowało projekt nowej ustawy ubezpieczeniowej, który uwzględnia  niedostatki poprzednich ustaw, a przede wszystkim oferuje pewną elastyczność finansową i możliwość zbilansowania się świadczeniodawcow, oraz racjonalizację korzystania z usług medycznych przez pacjentów. Pan minister zna nasz projekt i nie może wymawiać się tzw. trudnościami obiektywnymi. Jeżeli projekt nasz zostanie odrzucony lub pominięty, podobnie jak projekt nowelizacji Ustawy o Powszechnym Ubezpieczeniu Zdrowotnym z roku 2001, będzie to oznaką złej woli politycznej i nie będzie wróżyć dobrej współpracy z nowymi władzami resortu. Postawi to także pod znakiem zapytania jakość demokracji w III RP, a także poda w wątpliwość konstytucyjny zapis, że Polska jest państwem prawa. System demokratyczny nie może funkcjonować tylko kilka tygodni w ciągu 4-letniej kadencji parlamentu, kiedy to odbywa się licytacja obietnic wyborczych i szefowie poszczególnych partii umizgują się do tzw. elektoratu, kochając wszystkich i obiecując słynne „gruszki na wierzbie”, a po przejęciu władzy, bez względu na to, kto wygrał wybory, obowiązuje ten sam scenariusz, tzn. samowola, wyalienowanie „władzy” i nieliczenie się z obietnicami wyborczymi ani z rzeczywistymi potrzebami społeczeństwa. Jedną z najważniejszych, o ile nie najważniejszą, potrzeb jest  możliwość ochrony zdrowia, dostępna dla każdego obywatela, ale nie tylko na papierze, lecz także w rzeczywistości. Stworzenie przejrzystego i uczciwego systemu, w którym każdy obywatel będzie wiedział na co może liczyć w ramach składki ubezpieczeniowej, a co może być dostępne za dodatkową składką, i w którym pracownicy będą  godziwie wynagradzani, a szpitale nie będą pracować na „wiecznym minusie”- jest pilną potrzebą chwili. Odkładanie tej sprawy  na 2 lata stawia po znakiem  zapytania dobrą wolę nowego ministra lub stan jego wiedzy o tym, jak funkcjonuje system ochrony zdrowia w kraju. Nie wiem, która z tych możliwości jest gorsza.

Mamy niewiele czasu, aby przyjrzeć się działaniom nowego rządu. Ale jeżeli już na początku deklaruje się zmiany ochronie zdrowia dopiero za 2 lata, to nasza przyszłość rysuje się czarno, czyli tak jak zwykle. Myślę, że czas by pokazać, że nasza cierpliwość już się wyczerpała i nie będziemy czekać aż tak długo. Powinniśmy wreszcie głośno powiedzieć, że aktualny stan nam nie odpowiada i nie będziemy pracować w tych warunkach i za symboliczne wynagrodzenie. Ogólnopolski Związek Zawodowy Lekarzy zorganizował ogólnokrajową akcję, w ramach której wystąpiliśmy z masowym żądaniem, aby dyrektorzy publicznych zakładów zapewnili w negocjacjach kontraktów na 2006 rok środki na podwyżki dla lekarzy w wysokości min. 30%. Pozwoli to choć w małej części poprawić sytuację ekonomiczną wielu lekarzy, a także zmniejszyć dystans do uposażeń porównywalnych zawodów. Będzie to także test dobrej woli dyrektorów zakładów oraz wydolności obecnego systemu. Mam nadzieję, że dyrektorzy nie spróbują zlekceważyć problemu i nie zaryzykują scenariusza, w którym wystąpią szpitale ze świetnie działającą administracją, ale bez lekarzy.

Minął wprawdzie czas przekuwania kos na sztorc, ale kupno biletu lotniczego lub kolejowego jest już dziecinnie łatwe. Po krótkiej podróży można znaleźć się w zupełnie innym świecie, w którym nie będziemy udowadniać, że coś potrafimy zrobić, i że nasza praca jednak jest warta wynagrodzenia trochę większego niż robotnika o średnich umiejętnościach….

Ciągle też mam nadzieję, że jednak nie będzie to konieczne.

Zdzisław Szramik