O nas Sprawy organizacyjne Poczta do ZK OZZL Archiwum
Aktualności
Konferencje prasowe
Opinie prawne

„Służba Zdrowia” Nr 67-70/2005, 12 września 2005
(tekst bez skrótów redakcyjnych)

Wyborcze iluzje

Ryszard Kijak

Przewodniczący „partii opozycyjnej Zdrowie, Szczęście i Pomyślność” Zbysław Ryński postanowił kandydować na prezydenta. Rozesłał więc do związków zawodowych, do dyrektorów i menedżerów służby zdrowia, do lekarzy, do pielęgniarek i do personelu medycznego mailowy apel o poparcie swojej kandydatury.

Nie podaję oczywiście autentycznego nazwiska pretendenta, ani prawdziwej nazwy jego partii, ponieważ nie zależy mi na propagowaniu osoby, która ma jeszcze mniejsze szanse na wybór, niż Henryka Bochniarz czy Stanisław Tymiński (osiągający w rankingach zerowe poparcie), zwłaszcza że – jak się okazało – oficjalne deklaracje tegoż akurat kandydata nijak się mają do jego faktycznych poglądów. I właśnie porównanie „dwóch twarzy policmajstra” jest bardzo ciekawe i może być przykładem, jak można próbować zbijać kapitał wyborczy na przyszłości systemu opieki zdrowotnej w Polsce.

Tylko ja

„Jednym z elementów mojego programu zrównoważonego rozwoju Polski jest zapewnienie funkcjonowania publicznej służby zdrowia na poziomie światowym, bez konieczności prywatyzacji. Szczegóły i opis mechanizmów, które zapewnią wzrost przychodów dla lekarzy i pielęgniarek oraz ich ekonomiczne bezpieczeństwo, zostały zawarte w artykule publikowanym w formie wywiadu ze mną” – pisze Ryński w swojej odezwie. – „Tylko ja, jako jeden z Kandydatów na Prezydenta RP, chcę wdrożyć austriacko-amerykański system funkcjonowania publicznej służby zdrowia. Zwracam się do Państwa o poparcie mnie podpisami poparcia dziś, bo za tydzień będzie za późno.”

No to poczytajmy, zanim będzie za późno, co też takiego planuje jeden z kandydatów na Prezydenta RP w zakresie ochrony zdrowia (przytaczam tylko najistotniejsze fragmenty).

„Najpierw (trzeba – przyp. aut.) zdobyć środki finansowe na publiczną służbę zdrowia, a dopiero potem ewentualnie ją reformować. Można to osiągnąć poprzez rozwój gospodarczy i tworzenie nowych miejsc pracy. Potrzebne jest zwiększenie płac dla lekarzy i pielęgniarek do takiego poziomu, który zagwarantuje wysoką jakość usług medycznych. Przecież w służbie zdrowia pracują najbardziej wykształceni ludzie i zupełnie nie rozumiem, jak można było dopuścić do tego, aby osoby tam zatrudnione musiały walczyć o kawałek chleba. Nie mogę zaakceptować faktu, że np. lekarz z drugim stopniem specjalizacji, otrzymuje jako zapłatę ok. 2,5 tys. zł, jak bywa dzisiaj. Taki specjalista powinien zarabiać co najmniej 4,5 tys. zł podstawowej pensji (...). Jest nie do przyjęcia, żeby wykwalifikowana pielęgniarka była tak słabo opłacana jak teraz, powinna ona zarabiać minimum 2,5 tys. zł. Płace personelu powinny rosnąć wraz z pogłębianiem się jego doświadczenia zawodowego. Nikt nie ma prawa ograniczać zarobków lekarzy czy pielęgniarek.”

Świetnie! A jeszcze świetniej, że Ryński proponuje też likwidację synekur w NFZ, oraz zauważa, iż w Polsce istnieje przerost administracji samorządowej. No i co jeszcze?

Zdrowia!

„Dzisiaj często mówi się o konieczności sprywatyzowania opieki zdrowotnej czy współpłacenia pacjentów za usługi w publicznej opiece zdrowotnej. Moim zdaniem to nie jest realne dopóki obywatele naszego kraju będą borykać się z bezrobociem i biedą (...). Dlatego w pierwszym rzędzie trzeba pozwolić ludziom pracować i normalnie zarabiać, gdyż dopiero to umożliwi im uzyskanie środków finansowych na prywatne leczenie (...). Program mojej partii przewiduje m.in. zwiększenie dostępności pacjentów do lekarzy specjalistów, tak aby pacjent nie musiał posiadać skierowania od lekarza pierwszego kontaktu. Ponadto wprowadzenie zmianowego systemu pracy dla lekarzy i średniego personelu medycznego, zunifikowanie kosztów usług medycznych w całym kraju, wprowadzenie bezpłatnych badań prenatalnych i porad świadomego macierzyństwa, upowszechnienie informacji o cenach i warunkach leczenia w publicznych zakładach opieki zdrowotnej i in. Dodam, że personel medyczny powinien ponosić odpowiedzialność za proces leczenia, ale ja twierdzę, że najpierw trzeba godziwie zapłacić za pracę, a dopiero potem wymagać.”

Jednocześnie kandydat nadmienia, że prywatyzacja publicznej opieki zdrowotnej jest niepotrzebna, musi nastąpić „oddzielnie od publicznej ochrony zdrowia, którą trzeba dofinansować z budżetu państwa, a władze powinny dbać o interes lekarza, tak, jak to jest na zachodzie. Służba zdrowia powinna być wspomagana finansowo z różnych dziedzin gospodarki.”

Szczęścia!

A w gospodarce (czego dotychczas nie zrobiono), należy m.in.: stworzyć narodowy systemu obrotu odpadami, złożami i zasobami narodowymi, zmodernizować polską energetykę i koleje państwowe, stworzyć policję ekologiczną i gospodarczą, wybudować 250 składowisk odpadów komunalnych i poprodukcyjnych, zbudować 2 tysiące oczyszczalni ścieków komunalno-bytowych i przemysłowych, zakładów przetwórstwa odpadów, rekultywację tysięcy „dzikich wysypisk”, budowę kilku tysięcy dróg dojazdowych do składowisk, oczyszczalni i przetwórni odpadów, jak również budowę kilkudziesięciu tysięcy kilometrów wodociągów i kanalizacji w całej Polsce. Itd., itp.

Przy czym, co przykre, autor nie zadaje sobie najmniejszego trudu, aby wskazać jakiekolwiek realne źródło sfinansowania tych inwestycji. Wspomina jedynie, iż „należy sprawić, żeby chociaż część tych pieniędzy, jakie zarabia w Polsce kapitał zagraniczny, była inwestowana w Polsce. Poza tym ważną rzeczą jest dokonanie zmian warunków udzielania kredytów przez banki, a kredyty na budownictwo mieszkaniowe powinny umożliwić utworzenie 100 tysięcy miejsc pracy w standardowym mieszkaniowym budownictwie komunalnym (...). Wprowadzenie w czyn takich koncepcji spowodowałoby, że w Polsce w ciągu pięciu lat pojawiłoby się pół miliona nowych miejsc zatrudnienia dla obywateli”.

W koncercie życzeń Ryńskiego, oprócz zwiększenia nakładów na opiekę zdrowotną, ważną rolę odgrywają też nakłady na oświatę i policję, polityka prorodzinna, ekonomiczne i ekologiczne bezpieczeństwo obywateli, likwidacja obszarów biedy i nędzy, skończenie z pobłażliwością dla korupcji i kradzieży majątku narodowego, wprowadzenie kontroli społecznej władz poprzez utworzenie sądów obywatelskich, zmniejszenie obecnej administracji prezydenckiej do 200 osób (zaoszczędzone na tym co najmniej 180 milionów złotych rocznie należy przeznaczyć dla dzieci z domów dziecka i rodzin zastępczych).

Pomyślności!

Ażby się chciało powiedzieć: Matko Bosko! A któryż to z kandydatów na prezydenta powie coś innego!? Niechby tylko spróbował! Ale kandydat Ryński ma jeszcze program walki z chorobami nowotworowymi i gruźlicą, prowadzi także działalność społeczną, co uważa za ważne, a w zakresie polityki zagranicznej jest zdania, iż „trzeba przekonać kraje europejskie, że warto pomóc nam w przezwyciężeniu trudnej sytuacji gospodarczej, wszak Polska odgrywa strategiczną rolę w Europie”. Ja jednak zupełnie nie rozumiem, dlaczego na gierkowskie pytanie: „Pomożecie!?” kraje Unii miałyby nam ochoczo odrzec: „Pomożemy!”. Ot, naiwność... Hasła są piękne, ale boli brak propozycji jakichkolwiek mechanizmów, które miałyby doprowadzić do realizacji tych szczytnych celów. Do tej litanii sam dodałbym jeszcze z tysiąc innych postulatów, tylko – skąd wziąć pieniądze na to wszystko?

Komentując wywiad z samym sobą, niedoszły zbawca Polski dziękuje serdecznie pani Magdalenie W. „za przybycie, wysłuchanie i napisanie wspaniałego artykułu (wywiadu)” z nim. „Od kilku lat udzielam różnych wywiadów i różnie to było opisane, ale tak piękny, rzetelnie i merytorycznie ujmujący temat zrównoważonego rozwoju Polski i ochrony służby zdrowia tekst czytałem po raz pierwszy w życiu.” Naprawdę, wzruszający stosunek do uczynnej dziennikarki. Oby tak wszyscy.

Pod papierkiem

Zaintrygowało mnie jednak, co kandydat Ryński myśli o tym wszystkim tak naprawdę. Postanowiłem to sprawdzić. Wysłałem mu więc prowokującego maila, w którym napisałem: „Niestety, Pana program w zakresie reorganizacji polskiej ochrony zdrowia nie wykracza poza populizm oraz demagogię i zawiera same ogólniki. Jest to zwykły koncert życzeń. Poza tym, czy Pan zdaje sobie sprawę z tego, że zmianowy system pracy dla lekarzy spowoduje to, że dany lekarz będzie widział pacjenta raz na trzy dni? I w ten sposób pacjent straci swojego ‘lekarza prowadzącego’. Znamy to z praktyki zastosowanej np. w Łodzi. A dodatkowo, żeby wprowadzić pracę zmianową, trzeba podwoić liczebność kadry lekarskiej, bo inaczej nie uda się zapewnić ciągłości opieki nad pacjentem. I o to Panu chodzi? W zamian – polecam Panu projekt Racjonalnego Systemu Opieki Zdrowotnej, pilotowany przez Ogólnopolski Związek Zawodowy Lekarzy”.

I wtedy dopiero nasz – zirytowany moimi insynuacjami kandydat – odkrył swoje prawdziwe oblicze. Odpowiedź, jaką otrzymałem, była całkiem odmienna od pełnej wazeliny deklaracji politycznej, której fragmenty cytowałem wcześniej.

Co myślę naprawdę

„Partia polityczna ZSP założona w 2002 roku nie była i nie jest finansowana z podatków obywateli, ze składek członków związków zawodowych, oraz nie była zakładana i nie jest finansowana przez lobbystyczny, eurosyjonistyczny lub franko-germano-globalistyczny kapitał w przeciwieństwie do struktur niektórych związków zawodowych funkcjonujących w Polsce” – dowiedziałem się na wstępie od wyraźnie poirytowanego kandydata Ryńskiego, choć wcale go o to nie pytałem. – „Koncepcja wprowadzenia zmianowości w szpitalach – 3 zmiany na dobę wzięła się m.in. stąd, że w wielu szpitalach w Polsce jest do godz. 11.00 lub max. do 12.00 w południe kilku lekarzy poczym 1-2 zostaje do 15.00 a reszta ‘się ulatnia’ lub ‘urywa’ na prywatne praktyki lub inne etaty. Najlepszym kamuflażem jest 24-godzinny dyżur, gdzie lekarz wysypia się po ciężkiej harówie na innych etatach. Przykładem jest Szpital w Warszawie (nazwę pominę – przyp. aut.) gdzie 2 lata temu (...) miałem możliwość wielokrotnie zaobserwowania opisanych zjawisk.

Lekarze w godzinach przedpołudniowych w liczbie do 10 osób przy liczbie pacjentów leżących max. 30 osób, zajmowali się w swoich 2 pokojach lekarskich wszystkim (np. ustalanie terapii, szkolenie, podwyższanie kwalifikacji, gry na komputerze, palenie papierosów, rozmowy towarzyskie, inne wiadome lekarzom i związkowcom), dyrektora szpitala i docenta oddziału trudno było spotkać (wyjazdy, narady, szkolenia, konferencje itp.), a po godzinie 15.00 niełatwo było spotkać lekarza, który mógłby podpisać dokumentację przyjęcia lub odtransportowania pacjenta ze szpitala. Czas najwyższy skończyć z hipokryzją w lecznictwie zamkniętym i otwartym polegającą na:

- nieefektywnym, nieracjonalnym czasie pracy lekarzy za publiczne pieniądze,

- przyjmowaniu dodatkowych świadczeń pieniężnych i wymuszaniu takowych świadczeń oraz dodatkowych prywatnych wizyt przez lekarzy zatrudnionych w placówkach publicznych (fundacja i partia ZSP oraz Kandydat na Prezydenta Zbysław Ryński otrzymuje mnóstwo telefonicznych i osobistych oraz pisemnych zawiadomień od poszkodowanych przez lekarzy pacjentów),
- fakcie, że lekarze są źle wynagradzani, bo nie znam lekarza który nie miałby luksusowego mieszkania lub willi oraz jednego lub dwóch samochodów, a najbardziej ewidentnym tego przykładem jest lekarz ginekolog, który prowadził ciążę mojej żony i przeoczył rozwój choroby nowotworowej w trzy lata po porodzie, który posiada luksusową willę, samochody a pracuje jedynie w przychodni rejonowej i ‘sporadycznie’ udziela prywatnych ‘porad ginekologicznych’ w domu lub w gabinecie przyjaciela. Mój nieżyjący stryj-lekarz też zrobił majątek na pracy w pogotowiu i jednej gminnej przychodni zdrowia.

Tylko w Polsce skorumpowane urzędy skarbowe nie kontrolują stanu majątkowego lekarzy, szczególnie stomatologów i ginekologów (o bogactwie niektórych można dowiedzieć się u Kandydata na Prezydenta osobiście), pod względem posiadania drogich nieruchomości, samochodów, daczy, jachtów, motorówek oraz pod względem wystawnego życia w tym spędzania urlopów za granicą, itp., (oświadczenia majątkowe zawierające powyższe składa się w krajach Europy Zachodniej, USA i w Japonii), a kontrolują tychże lekarzy jedynie pod względem złożonych w terminie PIT-ów na bazie oficjalnych wynagrodzeń uzyskanych w ośrodkach publicznych.

Trzyzmianowy system, proponowany przeze mnie, jest typowym modelem amerykańsko-austriackim, który zapewnia godziwe, uczciwe wynagrodzenie dla lekarzy i pielęgniarek w publicznych otwartych i zamkniętych ośrodkach zdrowia z jednoczesnym wykorzystaniem mocy przerobowej – potencjału lecznictwa tj. sprzętu i zasobów ludzkich.
Dla wszystkich innych, którym marzy się kariera lekarza ordynatora z filmu ‘Klinika w Schwarzwaldzie’ proponuję układ stworzenia własnego miejsca pracy i podpisania kontraktu z NFZ lub bez tego, bez jednoczesnej możliwości ‘ściągania’ pacjentów z ośrodków publicznych.

Niech związkowcy z Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy w Polsce nie myślą, że jedyne afery finansowe w Polsce to FOZZ, PZU czy PKN Orlen. Istnieje jeszcze większa afera, jeszcze nie nagłośniona, tj. afera w polskim lecznictwie, obejmująca również synekury w NFZ i tzw. ‘listę leków refundowanych’ (w Niemczech państwo, tj. posłowie, rząd, społeczeństwo i prokuratura już zaczyna się tym zajmować).

Ja i moja żona przebywaliśmy wiele lat na azylu politycznym w Austrii, mamy wielu znajomych lekarzy zarówno Polaków, którzy nostryfikowali dyplomy w Austrii, rodowitych Austriaków, Egipcjan, którzy także nostryfikowali dyplomy i mają obywatelstwo austriackie.
Jedni z nich pracują w państwowych szpitalach, inni mają prywatne praktyki, niektórzy pracują w klinikach prywatnych. Żaden z nich nie ma takich ‘balonów’, w grupie 50-60-latków jak moi znajomi lekarze w Polsce. Również nasi znajomi lekarze w Calgary-Kanada, którzy dokonali nostryfikacji dyplomów w Kanadzie, spędzając czasami wakacje w Polsce zadają sobie pytanie: po co wyjeżdżaliśmy do tego kanadyjskiego dobrobytu? Bo tu w Polsce można żądać od społeczeństwa zwiększenia nakładów na służbę zdrowia poprzez nieuzasadnione protesty i strajki, bez odpowiedzialności za wynik leczenia, bez odpowiedzialności przed urzędem skarbowym.

Wasz program nie zakłada przychodów do budżetu, z którego można finansować służbę zdrowia lecz zakłada zwiększenie wydatków z budżetu na nie funkcjonującą służbę zdrowia. I tym różni się on od mojego programu stworzonego w oparciu o racjonalne rozwiązania wdrożone od wielu lat w krajach Europy Zachodniej i USA, w celu poprawy funkcjonowania służby zdrowia w tych krajach. Koledzy związkowcy: nie powiem do roboty, powiem tylko: do myślenia, bo dekoniunktura gospodarcza w Polsce, skutki korupcji i łapownictwa w służbie zdrowia, dotkną Was być może bardziej niż potraficie sobie to dziś wyobrazić. Moralny, gospodarczy i polityczny rozkład Polski, którego skutki są widoczne na każdym kroku, można po części zlikwidować wprowadzając program rozwoju opracowany przez członków partii ZSP i Kandydata na Prezydenta RP.

Stwórzmy najpierw przychód do budżetu w oparciu o program utworzenia 500.000 nowych miejsc pracy, Narodowy Program Ochrony Życia Narodzonego, Narodowy Program Walki z Rakiem oraz Gruźlicą, program likwidacji korupcji i grabieży majątku narodowego oraz dyscyplinę wydatków z budżetu na lecznictwo, a mając już wtedy odpowiednie środki, zaczniemy etapami wdrażać Wasz program, jeśli proponowany przeze mnie program nie spełni oczekiwań społecznych. Na inne eksperymenty Narodu Polskiego nie stać. Demagogia, populizm i hipokryzja wynikają z Waszych haseł, z mojego programu pragmatyzm. Mnie chodzi o to, o co całemu Polskiemu Narodowi, ale zapewne nie o to, o co niektórym działaczom z Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy i ‘stwórcom’ Waszego programu.

Każdą korespondencję a już na pewno do Kandydata na Prezydenta PR zaczyna się od ‘Szanowny Panie’ i kończy na ‘z poważaniem’. Ma Pan typową ‘lekarską kulturę’, tj. lekarz wchodzi do sali i zapomina powiedzieć pacjentom ‘dzień dobry’. Zbysław Ryński”.

Szanowny Panie

Uff! Koniec cytatu. Nagle znikła gdzieś troska o wynagrodzenie lekarzy, o konieczność zapewnienia im ekonomicznego bezpieczeństwa, i chęć ulżenia w „walce o kawałek chleba”, znikł postulat godziwej zapłaty za pracę (a dopiero potem stawianie wymagań), przepadło zastrzeżenie, iż „nikt nie ma prawa ograniczać zarobków lekarzy czy pielęgniarek”.

Wyszła za to na jaw nienawiść do lekarzy, tendencja do ich kasowania i obrażania, oraz do generalizowania zjawisk patologicznych – np. do wsadzenia wszystkich do pociągu jadącego w szarej strefie. Pojawiło się też pouczenie, że do każdego, komu strzeli do głowy kandydowanie na prezydenta, należy się zwracać per „Szanowny Panie” i kończyć list formułką „z poważaniem”. I taka to jest skromność kandydacka. I taka jest prawda, którą udało mi się wydobyć spod błyszczącego papierka pięknych ideałów. Ogłaszam więc, że też kandyduję na prezydenta, i od tej pory proszę do mnie z poważaniem mówić szanowny panie.

Widać, że kandydat Ryński nie posiada niestety wiedzy o sprawach, o których pisze. Nie przeczytał (albo nie zrozumiał) Projektu Racjonalnego Systemu Opieki Zdrowotnej Porozumienia Środowisk Medycznych, nie wie ile naprawdę zarabia lekarz z drugim stopniem specjalizacji i nawet z doktoratem (w Samodzielnym Publicznym Szpitalu im. J. Bożego w Lublinie, po 20 latach pracy, jest to 1.205 zł brutto), trzyzmianowy system wcale nie jest typowym systemem pracy lekarzy w Austrii i w USA, a lekarze, którzy wyjechali z Polski do Kanady w ogóle nie żałują, że tak zrobili (co potwierdza mój kolega, dr Stanisław Konieczny z Toronto). Nie wszyscy lekarze obcyndalają się w dyżurkach i palą papierosy, nie wszyscy buszują w szarej strefie. A Prezydent RP, choćby wylazł ze skóry, i tak nie stworzy w Polsce pół miliona nowych stanowisk pracy. Chyba, że wypowie wojnę Białorusi.

Mak z makówki

Kandydatowi Ryńskiemu zadałem więc następnie pytanie, iż skoro tak nienawidzi związkowców i lekarzy, to po co wysłał pod ich adresy maile z prośbą o poparcie jego kandydatury? Jednocześnie podrzuciłem mu pomysł stworzenia porządnego lobby pacjentów, które skutecznie upomniałoby się o swoje prawa w rządzie i w Sejmie. Zaproponowałem współpracę i pomoc w kwestii egzekwowania praw pacjentów (likwidacja kolejek, umożliwienie legalnego współpłacenia, podwyższanie standardu świadczeń medycznych). Nie odpowiedział. Ale, w sumie, kogo to obchodzi? Grunt że napisało się deklarację polityczną, która zadowala wszystkich, a zwłaszcza autora.

A co tak naprawdę myślą kandydaci na posłów, senatorów i na prezydenta o tym wszystkim, pozostaje ich głęboką tajemnicą. Mnie udało się zdemaskować jednego z nich. Może tak spróbujmy rozszyfrować pozostałych? Zanim nie będzie za późno.