Jak ożenić PiS z PO
( w ochronie zdrowia) ?
Artykuł napisany dla „Służby Zdrowia”
Gdy w roku 1997 AWS tworzyła koalicję rządową z Unią Wolności,
jedynym punktem, który nie został uzgodniony w umowie koalicyjnej
był kształt systemu opieki zdrowotnej. Akurat w tej dziedzinie,
jak w żadnej innej, oba ugrupowania miały bardzo dobrze skrystalizowane
poglądy i były one dokładnie ze sobą sprzeczne. AWS chciała
wprowadzenia powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego, UW – samorządowej
służby zdrowia. Kompromisem miało być oddanie samorządom terytorialnym
SPZOZ-ów i władzy nad kasami chorych. Podobno jednak UW nigdy
się z ubezpieczeniowym systemem nie pogodziła, czego wyrazem
miała być decyzja ministra Balcerowicza aby zaniżyć składkę
na PUZ z planowanych 11do 7,5 % co miało ostatecznie skompromitować
kasy i przywrócić do łask pomysł samorządowej służby zdrowia.
Dzisiaj duże szanse na utworzenie przyszłej koalicji rządzącej
mają zwłaszcza dwa ugrupowania PO i PiS. Nie wiem dobrze jak
jest w innych dziedzinach, ale w ochronie zdrowia oba ugrupowania
są od siebie równie odległe jak AWS i UW w roku 97. PiS chce
powrotu do budżetowej służby zdrowia. Słowo „budżetowe” ma tutaj
podwójne znaczenie. Po pierwsze – odnosi się do źródła finansowania
lecznictwa - pieniądze mają pochodzić bezpośrednio z budżetu
państwa. Po drugie, dotyczy sposobu rozdziału środków między
świadczeniodawców. Mają oni otrzymywać roczne budżety na swoją
działalność i w ramach tych pieniędzy zapewnić odpowiednią pomoc
medyczną swoim „podopiecznym”. Oczywistym elementem systemu musi
być rejonizacja leczenia, a więc zniesienie lub znaczne ograniczenie
wolnego wyboru szpitala, lekarza, przychodni. PiS jest też przeciwny
udziałowi prywatnych środków w finansowaniu służby zdrowia (z
wyjątkiem już istniejących dopłat np. do leków, leczenia sanatoryjnego,
protez itp.). Platforma Obywatelska nie przedstawiła dotąd precyzyjnego
stanowiska w sprawie kształtu służby zdrowia. Niemniej z wielu
wypowiedzi czołowych posłów tego ugrupowania można sądzić, że
jest ona zwolennikiem raczej ubezpieczeniowo – rynkowego systemu.
Słyszeliśmy bowiem o konieczności istnienia konkurencji zarówno
między ubezpieczycielami, jak i między świadczeniodawcami. Padały
też głosy o potrzebie wprowadzenia bezpośrednich dopłat pacjentów
do niektórych świadczeń i o konieczności istnienia dodatkowych
ubezpieczeń zdrowotnych.
Jak w takiej sytuacji może wyglądać program w ochronie zdrowia
koalicji PO – PiS ? Czy będziemy świadkami podobnie „zgniłego”
kompromisu jak między AWS i UW, który skończył się źle dla wszystkich?
Jeżeli oba ugrupowania nie chcą tego, to już dziś powinny zacząć
bardzo poważne rozmowy nad wspólną wersją naprawy służby zdrowia.
Moim zdaniem jest możliwość pogodzenia (części) budżetowego programu
PiS z rynkowo – ubezpieczeniowym modelem PO. Tym kompromisem
byłoby „powszechne ubezpieczenie zdrowotne finansowane z budżetu
państwa”.
Argumentem za finansowaniem lecznictwa bezpośrednio z budżetu
państwa, zgłaszanym przez PiS jest to, że sposób ten jest prosty
i tani oraz to, że dostępem do służby zdrowia, finansowanej ze
środków publicznych, powinni być objęci wszyscy obywatele, a
nie tylko „ubezpieczeni”. Jeśli przyjrzymy się jak funkcjonuje
obecnie tzw. powszechne ubezpieczenie zdrowotne, to musimy się
zgodzić, że obejmuje ono również wszystkich obywateli. Aby o
nikim nie zapomnieć, ustawodawca musiał jednak zapisać kilkadziesiąt
stron w ustawie, przewidując jednocześnie kto za kogo i w jaki
sposób opłaci składkę. A składka ta, tak czy inaczej, pochodzi
z podatków. Osoby płacące PIT, „wykrajają” tę składkę ze swojego
podatku osobiście, a za osoby, które podatku takiego nie płacą,
składkę opłaca budżet państwa. Nic zatem by się nie stało złego,
gdyby z powrotem włączyć „składkę” na PUZ do podatku PIT i wprowadzić
prostą zasadę, iż „ubezpieczonym” jest każdy obywatel RP, który
mieszka w Polsce na stałe. „Składkę” zaś za każdego opłacałby
budżet państwa. Tak jak obecnie pochodziłaby ona z podatków,
które płacone są przez wszystkich obywateli (ci, co nie płacą
podatków dochodowych, płacą z reguły VAT, a za tych, którzy nic
nie płacą – i tak zawsze płaciło państwo). Nie można powiedzieć,
że likwidacja składki spowodowałaby zmniejszenie skłonności obywateli
do płacenia na służbę zdrowia, bo tak czy inaczej organy kontroli
skarbowej kontrolują opłacanie podatków. To raczej, gdy istnieje
składka na PUZ, niektórzy pracodawcy uważają, że mogą sobie pozwolić
na jej niepłacenie, kojarząc ją z ZUS-em, u którego zadłużanie
się było – tradycyjnie – traktowane jako „mniejsze zło” niż zadłużanie
w urzędzie skarbowym. „Składka” płacona przez budżet państwa
byłaby jednakowej wielkości dla każdego obywatela, co raz na
zawsze przecięłoby spekulacje dlaczego dla województwa zachodniopomorskiego
przydzielono znaczenie mniej pieniędzy na leczenie na głowę mieszkańca
niż na przykład dla mazowieckiego.
Z takim budżetowym finansowaniem służby zdrowia można by bardzo
łatwo pogodzić „rynkowo – ubezpieczeniową” organizację świadczeń
zdrowotnych. Obywatele mogliby bowiem kierować swoją „składkę”
do wybranej przez siebie firmy realizującej powszechne ubezpieczenie
zdrowotne. Mogłaby to być nawet firma prywatna, jeżeli spełniłaby
określone warunki finansowe. Firmy mogłyby ze sobą konkurować,
bo nie byłoby terytorialnego „przydziału” ubezpieczonych jak
to było w kasach chorych. Również pozostałe elementy „ubezpieczeniowego”
modelu służby zdrowia mogłyby być bez trudu wprowadzone:
- konkurencja między świadczeniodawcami,
- wynagradzanie świadczeniodawców wg wykonanych zadań, a nie
wg budżetów,
- istnienie dodatkowych ubezpieczeń zdrowotnych, „umocowanych”
na bezpośrednich dopłatach pacjentów do niektórych świadczeń
zdrowotnych.
Powyższy pomysł „powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego finansowanego
z budżetu państwa” jest taką wersją kompromisu – w ochronie zdrowia
- między PO i PiS, która nie tylko pozwala „zachować twarz” obu
koalicjantom, ale daje realne szanse na stworzenie systemu spójnego,
efektywnego i oszczędnego, biorąc z obu programów co najlepsze.
Obawiam się, że możliwe są także inne, zdecydowanie gorsze, rozwiązania.
Na przykład takie, który skomplikowany i kosztowny sposób zbierania
„składek” – jak obecnie – połączy z niefektywnym i korupcjogennym
sposobem rozdziału środków w formie budżetów dla „sieci” świadczeniodawców,
dopuszczonych do „rynku” przez urzędników NFZ. Wybór należy do
PO i PiS.
Krzysztof Bukiel – przewodniczący Zarządu Krajowego OZZL
31 maja 2004r.
|