Oczekiwania społeczne,
a możliwości polskiej służby zdrowia
Wystąpienie przewodniczącego OZZL
w czasie Forum Gospodarczego w Ciechocinku – 15 marca 2005r.
W państwie demokratycznym, oczekiwania społeczne w określonej
dziedzinie (życia społecznego lub gospodarczego) powinny być
jednym z najważniejszych czynników determinujących organizację
tej dziedziny. Politycy zresztą chętnie powołują się na te oczekiwania,
proponując takie, czy inne rozwiązania w ochronie zdrowia. Problem
polega na tym, że to, co politycy przedstawiają jako oczekiwania
społeczne w odniesieniu do służby zdrowia – moim zdaniem – drastycznie
odbiega od oczekiwań faktycznych. Ten zafałszowany obraz dominuje
dlatego, że – po pierwsze jest dla większości polityków wygodny,
- po drugie badania dotyczące oczekiwań Polaków w tym zakresie
są szczególnie nierzetelne.
Zasadniczą wiedzę o oczekiwaniach obywateli odnośnie służby
zdrowia, czerpią politycy z badań opinii społecznej i różnego
rodzaju sondaży. Ogromna większość tych sondaży opiera się jednak
na pojedynczych, wyrywkowych pytaniach, które dotyczą wybranego
tylko fragmentu organizacji opieki zdrowotnej. Co ważniejsze
- przedstawione propozycje odpowiedzi nie prezentują realnych
możliwości, a zwłaszcza pomijają konsekwencje określonych wyborów.
Powstaje w ten sposób jakiś idealistyczny model służby zdrowia,
nie mający odpowiednika w rzeczywistości. Przykładowo: respondenci
są pytani czy wolą leczenie odpłatne czy „za darmo”, albo czy
chcą czekać na świadczenia zdrowotne w kolejkach, czy wolą aby
były one dostępne „od ręki”, albo znowu – czy zadłużone szpitale
powinny upadać, czy też powinny być dofinansowane z budżetu państwa.
Z takich badań tworzy się fałszywy obraz, jakoby Polacy oczekiwali
„raju na ziemi”: żeby opieka zdrowotna była zupełnie bezpłatna,
dostępna dla każdego, bez żadnych przeszkód i na najwyższym poziomie,
a szpitale nie musiały liczyć się z ograniczeniami ekonomicznymi.
Taki obraz oczekiwań społecznych – wbrew pozorom – jest dla
polityków wygodny. Rządzącym daje dobre alibi na wypadek niepowodzenia.
Zawsze mogą wtedy powiedzieć, że „nie jest możliwe spełnienie
wszystkich oczekiwań”. Opozycji – daje podstawę aby zaatakować
rządzących w dowolnym momencie, że ich pomysły nie odpowiadają
postulatom zwykłych ludzi.
Niestety jest to również przeszkoda w faktycznym rozwiązywaniu
problemów opieki zdrowotnej, w tym problemu powszechnego zadłużania
się szpitali.
Zadłużanie się szpitali ma właściwie
tylko dwie główne przyczyny. Jedną jest przyczyna „zewnętrzna”
czyli nieodpowiednie (zaniżone)
finansowanie świadczeń zdrowotnych. Druga, „wewnętrzna" –
złe zarządzanie szpitalami. Obie te przyczyny mają jedną wspólną
pra-przyczynę. Jest nią założenie - wynikające z fałszywego obrazu
społecznych oczekiwań - że służba zdrowia musi być bezpłatna
czyli finansowana wyłącznie ze środków publicznych.
Powstaje zatem sytuacja, że za ograniczoną ilość pieniędzy
(publicznych) trzeba sfinansować nieograniczoną (potencjalnie)
ilość świadczeń. Jedynym wyjściem z takiego dylematu jest:
zaniżanie cen za pojedyncze świadczenie, nawet poniżej kosztów,
aby za jak najmniejsze pieniądze "kupić" jak najwięcej
usług oraz limitowanie ilości świadczeń, aby zmieścić się w
narzuconym - przez polityków - limicie środków publicznych,
przeznaczonych na służbę zdrowia. Tak właśnie dzieje się obecnie.
To składa się na wspomnianą wcześniej "zewnętrzną" przyczynę
zadłużania szpitali. Szpitale muszą się zadłużać, bo muszą
leczyć za ceny, które z założenia są zaniżone w stosunku do
kosztów i muszą ograniczać swój potencjał, przez narzucone
limity.
Fakt, że ceny za świadczenia, jakie płaci publiczny płatnik
szpitalom, są z założenia zaniżone, powoduje, iż nie można
wprowadzić powszechnej prywatyzacji szpitali. Prywatne szpitale
nie zgodziłyby się bowiem na przyjęcie kontraktów , o których
z góry wiadomo, że przyniosą stratę. Takie kontrakty mogą przyjąć
tylko szpitale publiczne, bo są do tego przymuszone przez wpływy
pozamerytoryczne - polityczne. Dlatego kolejne ekipy rządzące
nie zgadzają się na prywatyzację szpitali w Polsce, a przez
to, że szpitale są publiczne, zarządzanie nimi jest dalekie
od doskonałości. W ten właśnie sposób „urodziła się” druga
główna przyczyna zadłużania szpitali. Nie jest przy tym najważniejsza
forma prawna szpitali, ale fakt, że są one publiczne. Złudna
jest nadzieja ministra zdrowia i ministra gospodarki – Jerzego
Hausnera, że samo przekształcenie szpitali w spółki prawa handlowego
spowoduje usprawnienie ich zarządzania. Dowodem są np. PKP
czy kopalnie, które - chociaż są spółkami prawa handlowego
- przynoszą ciągłe straty i są źle zarządzane. Przyczyną jest
ich publiczna własność, a nie forma prawna. Publiczna własność,
to uleganie wpływom politycznym, a nie kierowanie się względami
merytorycznymi.
Obecne zadłużanie się szpitali w Polsce nie jest zatem żadnym
kryzysem, tylko naturalną konsekwencją przyjętego modelu opieki
zdrowotnej, którego naczelnym priorytetem jest "bezpłatność" leczenia,
czyli finansowanie świadczeń zdrowotnych wyłącznie ze środków
publicznych. Nie uporamy się z problemem zadłużania szpitali,
jeżeli pozostawimy ten priorytet. I odwrotnie - poradzimy sobie
szybko z zadłużeniem, jeżeli zrezygnujemy z dogmatu o "bezpłatności" leczenia.
Wówczas ceny za świadczenia zdrowotne nie będą zaniżane. Jeżeli
bowiem nie starczy środków publicznych, uzupełnią je środki
prywatne. Gdy nie będzie cen, które z założenia są niższe niż
koszty świadczeń, nie będzie potrzeby utrzymywania publicznych
szpitali. Gdy sprywatyzuje się szpitale i wprowadzi normalną
konkurencję między nimi, znakomicie poprawi się zarządzanie
szpitalami. Znikną przyczyny ich "systemowego" zadłużania
się.
Politycy tłumaczą swoją niechęć do wprowadzenia powyższych zmian
wspomnianym wcześniej obrazem rzekomo idealistycznych oczekiwań
społecznych Polaków odnośnie służby zdrowia, w tym zwłaszcza
powszechnym sprzeciwem wobec wprowadzenia dopłat do leczenia.
Ogólnopolski Związek Zawodowy Lekarzy zlecił w ub. roku, na przełomie
czerwca i lipca, Instytutowi Pentor, przeprowadzenie badania
opinii społecznej na temat oczekiwań Polaków odnośnie organizacji
służby zdrowia. Inaczej niż w większości tego typu badań, przedstawione
przez nas warianty odpowiedzi przewidywały również realne konsekwencje
dokonywanych wyborów. Nie pytaliśmy zatem: czy wolisz żeby leczenie
było bezpłatne czy odpłatne, albo czy chcesz czekać w kolejkach
na leczenie, czy nie. Nasze pytanie brzmiało tak:
Jakie jest Pana/i stanowisko w sprawie ewentualnych dopłat pacjentów
do kosztów leczenia? Po zastanowieniu proszę wybrać jedną spośród
trzech poniższych odpowiedzi:
1. Nie zgadzam się na żadne dopłaty do leczenia, nawet jeżeli
by to oznaczało, że w razie choroby nie będę pewny czy otrzymam
odpowiednią pomoc medyczną albo, że będę narażony na długie oczekiwanie
w kolejce do leczenia, zmuszony do dania łapówki, bądź konieczność
leczenia się prywatnie.
2. Zgodziłbym się na dopłaty do leczenia, gdybym miał pewność,
że radykalnie poprawi się funkcjonowanie służby zdrowia, nie
trzeba będzie czekać w kolejkach do leczenia, nie będzie trzeba
dawać łapówek, a każdy chory w razie potrzeby otrzyma odpowiednią
pomoc medyczną.
3. Zgadzam się na dopłaty, jeżeli to choć w minimalnym stopniu
może uzdrowić naszą służbę zdrowia.
Wobec tak przedstawionych, realnych możliwości – tylko 27 % respondentów
wypowiedziało się zdecydowanie przeciwko dopłatom do leczenia
ze środków prywatnych, a 70% było skłonnych takie dopłaty zaakceptować.
Taki wynik znajduje zresztą potwierdzenie w uważnej obserwacji
życia. Jeśli dane statystyczne wskazują na wzrastający udział
odpłatnej, prywatnej opieki zdrowotnej, jeśli prawdą jest istnienie
szerokiej „szarej strefy” w służbie zdrowia – wszystko to świadczy,
iż Polacy bardziej cenią sobie niezawodny dostęp do leczenia
niż całkowitą jego bezpłatność. Pewnym potwierdzeniem na tą
tezę są także wyniki innego badania, przeprowadzonego przez
CBOS w roku 2001. Na pytanie: „co byś kupił, gdybyś miał mnóstwo
pieniędzy ?” – aż 73% ankietowanych odpowiedziałoby, że przeznaczyłoby
te pieniądze na zdrowie.
Podsumowując:
Znajomość oczekiwań społecznych jest ważna – jeśli chce się
skutecznie rozwiązywać problemy tej czy innej dziedziny życia
społecznego, w tym również służby zdrowia. Ważne jednak przy
tym jest, aby obraz tych oczekiwań nie był zafałszowany przez:
nierzetelne badania, panujące stereotypy czy ... oczekiwania
polityków. Polacy są skłonni zaakceptować pewne wyrzeczenia,
jeżeli przyniosą one zdecydowaną poprawę w dostępności do świadczeń
zdrowotnych. Pozwoli to jednocześnie na trwałe rozwiązanie problemu
zadłużenia szpitali w Polsce.
Krzysztof Bukiel – przewodniczący Zarządu Krajowego Ogólnopolskiego
Związku Zawodowego Lekarzy
|