Współpłacenie – koniec pewnego mitu
Wykonane przez instytut PENTOR na reprezentatywnej grupie 800
mieszkańców w dniach 30 czerwca i 01 lipca 2004r na zlecenie
Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy badanie opinii społecznej
dało niespodziewane wyniki.
Otóż brak zgody na jakiekolwiek dopłaty do leczenia, nawet jeżeli
by to oznaczało niepewność co do otrzymania odpowiedniej pomocy
medycznej, narażenie na długie oczekiwanie w kolejce do leczenia,
zmuszenie do dania łapówki, bądź konieczność leczenia się prywatnie,
wyraziło zaledwie 26,8 proc. badanych.
Natomiast na dopłaty do leczenia zgadza się aż 69,5 proc. respondentów
(!), z czego 51,9 proc. pod warunkiem, że radykalnie poprawi
to funkcjonowanie opieki zdrowotnej, nie trzeba będzie czekać
w kolejkach do leczenia, nie będzie trzeba dawać łapówek, i każdy
chory w razie potrzeby otrzyma odpowiednią pomoc medyczną, a
17,6 proc. współpłaciłoby nawet wtedy, gdyby to choć w minimalnym
stopniu mogło poprawić naszą służbę zdrowia.
64,3 proc. Polaków pragnie samemu dokonywać wyboru placówki zdrowotnej,
przy czym wszystkie szpitale, przychodnie i lekarze powinny konkurować
między sobą o pacjentów, a refundacje i wynagrodzenia należy
uzależnić od liczby osób, które skorzystały z ich porad i zabiegów.
Z kolei za przypisaniem mieszkańców do swojego rejonu leczenia,
za stałą refundacją, i wynagrodzeniami nie zależącymi od liczby
przyjętych pacjentów w działających tam szpitalach oraz przychodniach
opowiedziało się 31 proc. ankietowanych.
Gdyby koszty, jakie musi ponieść z własnej kieszeni pacjent na
leczenie, były takie same w państwowej i prywatnej placówce służbie
zdrowia, niezależnie czy będzie to zabieg w szpitalu, czy porada
w przychodni, to – mając możliwość swobodnego wyboru między państwową
i prywatną placówkę zdrowia – placówkę prywatną wybrałoby 35,6
proc. ankietowanych, 17,5 proc. zgłosiłoby się do zakładu państwowego,
a 42,8 proc. nie kierowałoby się tym kryterium, lecz zdecydowałoby
się na zakład posiadający dobrą opinię i wzbudzający zaufanie,
niezależnie czy byłby to zakład prywatny czy państwowy.
Najbardziej kontrowersyjne wyniki ankiety dotyczą bezpośredniej
partycypacji pacjentów w kosztach leczenia. 69,5 proc. osób skłonnych
zaakceptować współpłacenie i 26,8 proc. osób odrzucających tę
możliwość (przy świadomości, jakie są ogólne konsekwencje każdego
z tych wyborów) kłóci się w sposób drastyczny z obiegową opinią,
że Polacy w znakomitej większości są przeciwni dodatkowym opłatom.
Niektórzy określają sformułowane przez OZZL pytania jako manipulację,
gdyż nie zawierają one informacji na temat wysokości współpłacenia
i – rzekomo – nie precyzują dokładnie, jakiej poprawy w związku
z dopłatami należy się spodziewać.
W sondażu nie chodziło jednak o szczegóły, lecz o stwierdzenie
kierunku, który byłaby skłonna zaakceptować większość społeczeństwa.
I kierunek ten został wychwycony. Respondenci w znakomitej większości
opowiedzieli się za mechanizmami rynkowymi, w tym – za współpłaceniem,
aczkolwiek pod pewnymi warunkami.
Jednak uzyskany wynik nie jest na rękę wielu politykom, dla których
ważniejszy jest populizm, niż realia. Łatwiej jest użalać się
nad biednymi i szukać u nich taniej popularności, niż przeprowadzić
rzetelne badania i w oparciu o nie zacząć realizować niezbędne
zmiany. Prościej jest zadać pytanie: „Czy jesteś za dopłacaniem
do opieki medycznej – tak, nie?”, i uzyskać 12 proc. na „tak”
a 88 proc. na „nie”, jak w TVP1, 13 lipca 2004r. (to dopiero
jest manipulacja!), niż zadać pytanie zmuszające respondenta
do głębszej refleksji. Bo przy problemie postawionym tak jak
w TVP1, prawie każdy odpowie: „nie”. I słusznie. Skoro – jak
wmawiają społeczeństwu populiści – opiekę zdrowotną mam za darmo,
to po co jeszcze miałbym dopłacać!?
Ale jeśli wezmę pod uwagę implikacje związane z każdą z tych
odpowiedzi, wówczas moja decyzja może być całkiem odwrotna. I
to właśnie nastąpiło w wyniku ankiety OZZL. Przy wersji akceptującej
dopłaty, wyraźnie zaznaczono, jakich zmian należałoby się przy
tym spodziewać: radykalnej poprawy funkcjonowania opieki zdrowotnej,
braku kolejek, wyeliminowania łapówek, zapewnienia każdemu choremu
odpowiedniej pomocy medycznej.
Na Słowenii, we Francji, i w wielu innych krajach współpłacenie
jest czymś zupełnie normalnym. Natomiast w Polsce, po 60-letniej
(licząc od daty wydania Manifestu Lipcowego PKWN) indoktrynacji
społeczeństwa przez wszystkie ekipy rządzące, wmawiające obywatelom,
że służba zdrowia jest bezpłatna, takie rozwiązanie wydaje się
jakimś kapitalistycznym wynaturzeniem. Zwłaszcza dla niektórych
przedstawicieli klasy politycznej, którzy mieszczą się w mniejszościowej,
26,8-procentowej grupie przeciwników dopłat. Opinia 69,5 proc.
Polaków wybija im z ręki jeden z najważniejszych, populistycznych
(lecz nie potwierdzonych żadnymi rzetelnymi badaniami) argumentów.
A ile taka opłata miałaby wynosić? Jest to temat na kolejną ankietę
zawierającą pytania pogłębione. Łatwiej jest krytykować, niż
zrobić coś samemu. Dotychczas żadnemu ugrupowaniu politycznemu
nie wpadło do głowy, aby przeprowadzić profesjonalne badania
na temat stosunku społeczeństwa do prywatyzacji i współpłacenia
w ochronie zdrowia. Ale przecież każdy może takie badania zamówić,
proponując własną wersję pytań. A wówczas to m.in. OZZL oceni,
czy pytania były tendencyjne, czy nie.
Krzysztof Bukiel
Ryszard Kijak
|