Czy „dostawy obowiązkowe”
są zgodne z Konstytucją ?
Za „głębokiej komuny” funkcjonowały w Polsce tzw. dostawy obowiązkowe.
Dostawcami byli chłopi, prowadzący indywidualne gospodarstwa.
Byli oni zobowiązani do przekazywania państwu określonego „kontyngentu”
płodów rolnych w ciągu roku. Ceny za ten kontyngent ustalało
państwo i – co najważniejsze – były one tak niskie, że z reguły
nie pokrywały kosztów produkcji. Nic dziwnego, że chłopi nie
mówili nigdy o sprzedaży, ale o oddawaniu państwu swoich produktów.
Dopiero to, co stanowiło nadwyżkę plonów nad ustalonym kontyngentem
rolnik mógł sprzedać na wolnym rynku lub przeznaczyć na swoje
potrzeby.
Ówczesne władze wprowadziły „dostawy obowiązkowe” nie przypadkowo.
Miały w tym swoje cele. Oficjalnym - było zapewnienie obywatelom
taniego pożywienia w odpowiedniej ilości. Drugim, z politycznego
punktu widzenia – ważniejszym, było doprowadzenie do ekonomicznego
upadku indywidualnych rolników.
Nie ulega wątpliwości, że taki system zaopatrzenia obywateli
w żywność był niesprawiedliwy społecznie. Czynił on bowiem z
pewnej grupy społeczno – zawodowej (rolników indywidualnych)
swoistych niewolników państwa (i pozostałej części społeczeństwa).
Państwo dla osiągnięcia określonych celów społeczno politycznych,
wykorzystywało ekonomicznie tę grupę. Dźwigała ona zatem nieproporcjonalnie
duże ciężary utrzymania dobra wspólnego jakim jest powszechne
zaopatrzenie ludności w żywność.
Nawet jak na standardy państwa komunistycznego rozwiązanie powyższe
- na dłuższą metę – raziło, tym bardziej, że budziło skojarzenia
z podobnymi kontyngentami, jakie na chłopów polskich nałożył
hitlerowski okupant. Nic więc dziwnego, że po „otwarciu na Europę”,
wraz z przejęciem władzy przez Gierka, z dostaw obowiązkowych
zrezygnowano.
Dzisiaj mamy już „demokratyczne państwo prawne, urzeczywistniające
zasady sprawiedliwości społecznej” (art. 2 Konstytucji RP), należące
w pełni do „Europy”, mogłoby się zatem wydawać, ze tak barbarzyńskie
pomysły jak „dostawy obowiązkowe” to przeszłość. Okazuje się
jednak, że nie. Kontyngenty zostały, zmieniła się jedynie ich
zawartość, zmienili się też dostawcy.
Dzisiaj system „dostaw obowiązkowych” funkcjonuje w służbie
zdrowia. Celem społecznym, który ma uzasadnić ten system, nie
jest już zaopatrzenie ludności w żywność, ale w powszechną i
bezpłatną opiekę zdrowotną. Dostawcami są zakłady opieki zdrowotnej,
a właściwie - pracownicy służby zdrowia. Zmieniły się też nieco
metody ustalania kontyngentu. To nie jest już prymitywny domiar
dokonywany przez gminnego urzędnika. Dzisiaj mamy „wolny rynek”,
więc i metody są „rynkowe”. Rolę rynku spełnia konkurs ofert
organizowany przez monopolistycznego, państwowego płatnika. Kto
śmiałby powiedzieć, że ceny za „kontyngent” świadczeń zdrowotnych
są ustalone wolą urzędnika? One są wyrazem prawa popytu i podaży.
Tak mówią oficjalnie przedstawiciele rządu i NFZ.
Wszyscy jednak dobrze wiemy, że ów „konkurs”, to tylko „rynkowa
maska” dla zupełnie dowolnych decyzji urzędniczych, narzucających
świadczeniodawcom zarówno wielkość kontyngentu (limit świadczeń),
jak i cenę za niego. Wiemy też dobrze, że ta urzędnicza dowolność
i bezduszność, to nie wyraz demoralizacji pracowników NFZ, ale
ustawowy przymus, wynikający z przyjętego modelu systemu opieki
zdrowotnej. Jego główne założenia to:
- ograniczona ilość pieniędzy, ustalona na drodze politycznej,
a nie merytorycznej decyzji,
- nieograniczona ilość świadczeń, jakie za te pieniądze trzeba
sfinansować – przy braku tzw. koszyka świadczeń gwarantowanych,
- konieczność zbilansowania się państwowego płatnika (NFZ),
- bezpłatność świadczeń zdrowotnych, uniemożliwiająca jakąkolwiek
elastyczność finansowania służby zdrowia.
Jak w takiej sytuacji może się zachować publiczny płatnik ? Tylko
tak, jak się zachowuje: musi limitować ilość świadczeń i stale
obniżać cenę za pojedyncze świadczenie. Świadczeniodawcy muszą
przyjmować te ceny, jeśli chcą być świadczeniodawcami (rolnicy
„zgadzali się” na kontyngent, jeżeli chcieli pozostać rolnikami).
Ostatecznie - ciężary tych działań spadają na pracowników służby
zdrowia, bo to ich płace są jedynymi istotnymi elementami kosztów
świadczeń zdrowotnych, które mogą być przez dyrektorów placówek
medycznych zmniejszane bez przeszkód (do poziomu ustawowej płacy
minimalnej).
Obecny system opieki zdrowotnej tworzy zatem taki mechanizm
kształtowania wynagrodzeń pracowników służby zdrowia, który jest
zdeterminowany w kierunku stałego ich zaniżania. Bez tego służba
zdrowia nie mogłaby w ogóle funkcjonować. Dzisiaj pracownicy
medyczni, jak rolnicy „za komuny”, są zobowiązani do oddania
państwu określonego kontyngentu swojej pracy za cenę poniżej
kosztów. Dopiero nadwyżkę (po normalnych godzinach pracy) mogą
sprzedać na wolnym rynku.
Chociaż rządzący oficjalnie nigdy się do tego nie przyznają,
oni też dobrze zdają sobie sprawę z istoty tego mechanizmu. Dowodzi
tego uchwalenie tzw. ustawy 203. Miała ona stanowić spełnienie
postulatów strajkujących pielęgniarek, dotyczących wzrostu wynagrodzeń.
Chociaż jest ona systemowo obca obecnemu modelowi opieki zdrowotnej,
to jednak zdecydowano się na jej uchwalenie, bo wszyscy – na
czele z rządzącymi - mieli świadomość, iż istniejące mechanizmy
kształtowania wynagrodzeń pracowników służby zdrowia finansowanej
z ubezpieczenia zdrowotnego nie pozwolą na jakiekolwiek zwiększenie
płac pracowniczych. Jeszcze dobitniej niewydolność tych mechanizmów
została dowiedziona poprzez nagłe i dramatyczne zwiększenie zadłużenia
SPZOZ-ów, które zrealizowały nakazaną wypłatę wynagrodzeń. To
oznacza, że system opieki zdrowotnej jako taki, nie wygenerował
środków i sposobów aby nakazane podwyżki wypłacić. To dowodzi
również, że funkcjonowanie systemu odbywa się wyłącznie kosztem
zaniżania płac pracowniczych. Gdy tylko na skutek interwencji
zewnętrznej, wymuszonej i „systemowo obcej”, płace pracownicze
wzrosły ( w istocie b. niewiele) – system podupadł na tyle, że
grozi to jego zupełnym bankructwem.
Jak to się dzieje, że „demokratyczne państwo prawne, urzeczywistniające
zasady sprawiedliwości społecznej” opiera organizację jednej
z ważniejszych dziedzin życia społeczno gospodarczego na metodach,
których powstydzili się nawet komunistyczni przywódcy? Może powodem
jest zbyt słaby opór „dostawców”, może zbyt mała jest świadomość
istoty metod, ukrytych pod pozorami mechanizmów rynkowych ?
Wierząc, że zapisy naszej Konstytucji nie stanowią li tylko
pustych deklaracji, OZZL wystąpił do Trybunału Konstytucyjnego
z wnioskiem o stwierdzenie, że Ustawa z dnia 27 sierpnia 2004
r. o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków
publicznych, w zakresie, w jakim tworzy mechanizmy kształtujące
wysokość wynagrodzeń pracowników służby zdrowia, jest niezgodna
z Konstytucją RP, w tym zwłaszcza z zasadą sprawiedliwości (preambuła
do Konstytucji) i sprawiedliwości społecznej (art. 2 Konstytucji).
Pełna treść wniosku z uzasadnieniem jest na stronie www.ozzl.org.pl
.
Krzysztof
Bukiel – przewodniczący Zarządu Krajowego OZZL
Stargard Szczeciński 09 maja 2005r.
|