Ile służby w służbie zdrowia ?
Artykuł ukazał się w kwietniowym numerze Gazety Lekarskiej
Niektórzy przeciwnicy rozwiązań rynkowych w służbie zdrowia (ci ideowi, nie cyniczni), twierdzą, że nie można pogodzić tak wzniosłego działania, jakim jest leczenie ludzi z tak przyziemnym, jak „robienie interesów”.
Leczenie kojarzy się bowiem ze wszystkim, co najszlachetniejsze: współczuciem, bezinteresownością, gotowością niesienia pomocy, miłosierdziem, czyli – służbą drugiemu człowiekowi. „Robienie interesów” natomiast jest kojarzone z cechami będącymi niemal dokładnym przeciwieństwem powyższych: rywalizacją, wyrachowaniem, dążeniem do zysku.
Taka ocena rynku w służbie zdrowia jest jednak przykładem pomieszania pojęć i dowodzi bardzo powierzchownego spojrzenia na rzeczywistość. Gdyby bowiem spytać przeciwników rozwiązań rynkowych, jak oceniają działania osób związanych ze służbą zdrowia, w tym lekarzy, takie, jak:
- sumienność w wykonywaniu swoich obowiązków,
- dążenie do zaspokojenia potrzeb swoich pacjentów, nie tylko zdrowotnych, ale również tych związanych np. z komfortem pobytu w szpitalu, odpowiednim odnoszeniem się personelu, szanowaniem czasu pacjenta itp.,
- oszczędne i celowe wykorzystanie pieniędzy przeznaczonych na leczenie,
- dbałość o sprzęt medyczny,
- zapewnienie wysokiej jakości leczenia,
- efektywne wykorzystanie czasu pracy,
- dobre zarządzanie placówkami służby zdrowia,
- likwidacja szarej strefy i korupcji,
zapewne nikt nie oceniłby je za godne potępienia lub nie do pogodzenia ze szlachetnym powołaniem, jakim jest leczenie ludzi. Gdyby dodać do tego jeszcze gotowość do charytatywnego leczenia niektórych pacjentów, czyż nie byłby to obraz wręcz idealny?
A przecież wszystko to, co wymieniłem, jest wynikiem działania mechanizmów rynkowych. Wbrew twierdzeniom socjalistów i ich tęsknotom, ludzkość nie wymyśliła lepszych sposobów osiągnięcia tych szlachetnych celów niż stosowanie: wolnej przedsiębiorczości, wolnej konkurencji, wolnych cen i działania dla zysku. Trzeba tylko patrzeć nieco dalej i głębiej.
Jeśli tego nie robimy, ale oceniamy mechanizmy funkcjonowania służby zdrowia w sposób fragmentaryczny i powierzchowny, popełniamy fatalne błędy, również w ocenie moralnej takiego czy innego zjawiska. Dobrym przykładem jest sprawa funkcjonowania szpitali „dla zysku”. Niektórzy odrzucają to rozwiązanie, twierdząc, że system, w którym szpitale nie kierują się tą zasadą, jest wyższy moralnie, bo pozwala na leczenie wszystkich pacjentów i nikogo nie pozostawia bez pomocy. To stwierdzenie wydaje się faktycznie prawdziwe, ale tylko przez krótką chwilę – miesiąc, może rok, dopóki nie trzeba uregulować szpitalnych rachunków. Wtedy, spłacając zadłużenie z odsetkami, a niekiedy kosztami komorniczymi uświadomimy sobie, że gdy szpitale nie działają „dla zysku”, koszty leczenia jednego chorego są dużo większe, a zatem ilość osób, którym można pomóc jest dużo mniejsza, niż gdyby szpital był nastawiony na zysk. Jak z moralnego punktu widzenia ocenimy tę sytuację, gdy wielu pacjentów musieliśmy pozbawić pomocy, ponosząc koszty chwilowego samozadowolenia przeciwników rynkowych rozwiązań ?
Podobnie rzecz się ma z innymi mechanizmami rynku. Działanie „dla zysku” to po prostu bilansowanie kosztów z przychodami, konkurencja to dbałość o jakość, niezawyżanie cen i o odpowiednią podaż świadczeń zdrowotnych, prywatyzacja to odpowiedni „nadzór właścicielski” i dobre zarządzanie.
Oceniając zatem miejsce rozwiązań rynkowych w służbie zdrowia musimy sobie uświadomić, że są to jedynie najlepsze mechanizmy zapewnienia odpowiednich podstaw materialnych do tak wzniosłego celu jakim jest służba człowiekowi choremu. Rynek nie wyklucza, ani nie zastąpi: współczucia, miłosierdzia, gotowości do udzielania pomocy, bezinteresowności. Wszystkie te cechy mogą być stosowane w systemie rynkowym, podobnie, a nawet lepiej niż w systemie administracyjnym. System rynkowy stwarza bowiem lepsze podstawy materialne do tych szlachetnych aktywności, a żadne działanie ludzkie na tej Ziemi nie może się obyć bez materialnych podstaw. Nawet po to aby być bezinteresownym, trzeba najpierw mieć z czego dać, a mieć można tylko działając „dla zysku”.
Krzysztof Bukiel – przewodniczący Zarządu Krajowego OZZL
Stargard Szczeciński 18 marca 2005r.
|