O nas Sprawy organizacyjne Poczta do ZK OZZL Archiwum
Aktualności
Konferencje prasowe
Opinie prawne

Prywatni – do odstrzału!

W czasie inauguracji okrągłego stołu w ochronie zdrowia, pozwoliłem sobie skierować do uczestników tego forum -a zwłaszcza do przedstawicieli rządu - postulat, aby nie oczekiwać, iż „okrągły stół” znajdzie jakiś „cudowny wynalazek”, który pozwoli bezboleśnie uzdrowić służbę zdrowia w Polsce. Należy się raczej oprzeć, twierdziłem, na prostych rozwiązaniach rynkowych, które sprawdzają się we wszystkich innych dziedzinach życia gospodarczego.

Jak sądzę, większość uczestników spotkania przyjęła moje słowa z życzliwą aprobatą. Dezaprobaty nie krył natomiast minister Sikorski, który „upomniał” mnie, że w ogóle ośmieliłem się przypuszczać, iż ktokolwiek z obecnych na sali może oczekiwać jakichś łatwych, czy wręcz „magicznych” rozwiązań.

Właśnie skończył się pierwszy etap Okrągłego Stołu. W proponowanym stanowisku końcowym rzeczywiście nie ma żadnych łatwych i „magicznych” recept. Chociaż można w nim znaleźć niemało sprzeczności lub korporacyjnych życzeń, większość postulatów ma wyraźnie prorynkowy charakter (inną rzeczą jest jak wiele podmiotów podpisze się pod dokumentem). „Strona społeczna” – zatem – wywiązała się z zadania, a jak strona rządowa, której przedstawiciel tak się oburzył na moje słowa?

Widać wyraźnie, że zapanowała tutaj zupełna dezorientacja. Wszyscy już się przekonali, że wprowadzenie NFZ było błędem. Nawet premier Miller – na kongresie swojej partii - przyznał, że w służbie zdrowia rząd poniósł porażkę. Nikt ( z rządzących ) nie wie jednak, jak z tej pułapki wyjść. Z jednej strony zdają sobie oni sprawę, że tylko dalsze upowszechnienie zasad rynkowych mogłoby poprawić sytuację, z drugiej ciągle silne jest u nich przywiązanie do socjalistycznych „ideałów” i strach przed podjęciem zdecydowanych kroków, gdy czuć już zbliżające się nowe wybory. Z tej mieszanki rodzą się ni mniej ni więcej tylko właśnie owe „cudowne wynalazki” i „magiczne recepty”, które tylko pozornie przybierają nazwę znanych i sprawdzonych rozwiązań.

Tak należy potraktować zapowiedź wprowadzenia dodatkowych ubezpieczeń zdrowotnych, przedstawioną niedawno przez ministra Sikorskiego. Nie żeby dodatkowe ubezpieczenia zdrowotne były złe, tylko jak można zapowiedź pana ministra traktować poważnie, jeżeli w tym samym wystąpieniu przedstawia się on jednocześnie jako zwolennik tych ubezpieczeń i przeciwnik jakichkolwiek dopłat pacjentów do świadczeń zdrowotnych. Jeżeli nie będzie dopłat, czyli kosztów nie refundowanych z ubezpieczenia powszechnego, to od czego ludzie będą się ubezpieczać dodatkowo? Jedyne, co zostaje to ubezpieczenie od łapówek. Chyba pan minister nie chce upowszechniać i utrwalać tej patologii?

Drugim równie „magicznym” rozwiązaniem ma być „prywatyzacja” SPZOZ-ów. Sprawa z pozoru wydaje się jasna, słuszna i godna poparcia. Jednak „ideowi socjaliści” znowu mają problem. Jak tu pogodzić „prywatyzację” szpitali z publiczną nad nimi kontrolą ? ( i po co utrzymywać powiaty, jeżeli zabierze się im szpitale?). Jak zrobić aby „sprywatyzowane” SPZOZ-y zachowywały się jak podmioty rynkowe i podlegały prawu upadłościowemu, ale aby jednocześnie – tak naprawdę – na mogły zbankrutować. Z tych dylematów rodzą się twory „kapitalistyczne w formie i socjalistyczne w treści”. Najpierw mówiono o spółce akcyjnej z większościowym ( na początek 100% ) udziałem samorządu terytorialnego. Powstanie takich spółek poprawiłoby prawdopodobnie efektywność SPZOZ-ów jak powstanie spółek węglowych poprawiła efektywność polskiego górnictwa. Nawet jednak to ułomne rozwiązanie okazało się w końcu zbyt radykalne. Wówczas, w kręgach zbliżonych do ministerstwa zaczęto mówić o kapitałowych spółkach użyteczności publicznej, których główna różnica w stosunku do poprzednich polegałaby chyba tylko na łatwiejszej możliwości dofinansowania tych ostatnich przez władze publiczne ( żeby niby mogły upaść, a właściwie nie mogły). Ponieważ jednak opór najbardziej „ideowych” przeciwników rynku jest większy niż się wydawało na początku – ostatnio lansowany jest jeszcze większy hit niż poprzednie: Połączyć „handlową” formę SPZOZ-u z dawnym, dobrze znanym i zachwalanym w kręgach WHO zespołem opieki zdrowotnej. Oczywiście – w dzisiejszych „kapitalistycznych czasach” stosuje dla takiego rozwiązania inną, nowocześniejszą nazwę. Będzie to zakład opieki kierowanej (albo zarządzanej opieki zdrowotnej). Mówiąc prostym językiem, dotychczasowy SPZOZ ( przekształcony w spółkę prawa handlowego) otrzyma wszystkie pieniądze, jakie przypadają na leczenie ludzi, objętych opieką takiego zakładu. Taki SPZOZ sam zdecyduje jak te środki wydać. W ten sposób – twierdzą zwolennicy tego rozwiązania - zaoszczędzi się mnóstwo pieniędzy. Nie będzie bowiem przerzucania kosztów między POZ, specjalistyką a szpitalami, nie będzie wykonywania zbytecznych badań, wielokrotnego krążenia chorego „po specjalistach”, a terapia zalecona pacjentowi będzie najbardziej optymalna i efektywna. Stanie się to wszystko dzięki temu, że leczenie będzie koordynowane (kierowane, zarządzane) przez jeden ośrodek. Jeśli by dodać takiemu SPZOZ-wi budżet na leki potrzebne „podopiecznym” – jak chcą niektórzy - to oszczędności będą jeszcze większe. Pacjent otrzymywałby wówczas tylko leki najtańsze w swojej grupie i te, które uznane by były – przez eksperów zatrudnionych przez SPZOZ - za efektywne. Sporządzono by odpowiednie receptariusze i ograniczono możliwość wypisywania niektórych leków przez część lekarzy. Uniknięto by polipragmazji, a to znowu dzięki „zarządzaniu” leczeniem przez jeden ośrodek. Zwolenników takiego rozwiązania jest – podobno – całkiem sporo i to na szczytach władzy resortu zdrowia i rządu. Formuje się również i zwiera szeregi „lobby” samorządowe, które odkryło w tym rozwiązaniu swoją szansę, podobnie jak niektórzy dyrektorzy SPZOZ-ów, utrudzeni już kilkuletnim zmaganiem się z nibyrynkiem w służbie zdrowia.

Rzeczywiście proponowane rozwiązanie wydaje się rozwiązywać wszystkie dotychczasowe problemy:
- zniknie zadłużenie szpitali publicznych ( szpitale jak otrzymają wszystkie pieniądze na opiekę zdrowotną i ewentualnie na leki swoich „podopiecznych”, to z pewnością zdołają „zaoszczędzić” jakieś kwoty na spłatę zobowiązań,
- znikną kolejki do specjalistów i na zabiegi – pacjent, jak nie dostanie skierowania, to nie pójdzie ani do specjalisty, ani na operację czy inny zabieg ( a skierowania nie otrzyma, bo SPZOZ będzie miał inne priorytety,
- nie będzie żadnego limitowania świadczeń przez NFZ, ( czyż jest dzisiaj limitowanie świadczeń w POZ, gdzie wynagradzanie jest kapitacyjne, lekarz sam limituje świadczenia, dostosowując je do przyznanych kwot),
- opanuje się wreszcie „spiralę kosztów” w lekach ( trudno żeby pacjenci kupowali więcej leków, jeżeli nie otrzymają na nie recept, „za komuny”, gdy większość nowoczesnych leków nie była dostępna, też nie było dramatycznego wzrostu kosztów refundacji leków).
- na końcu można dodać – usatysfakcjonuje się zarówno „wolnorynkowców” – wszak SPZOZ-y będą spółkami handlowymi, zagrożonymi nawet upadkiem, jak i „socjalistów” – wszak SPZOZ-y tak naprawdę nigdy nie upadną, mając zabezpieczony stały dopływ pieniędzy i całkowitą kontrolę nad wydatkami.

Prawdziwie magiczne rozwiązanie. Jest tylko jeden warunek „magiczności”, który ów pomysł nie spełnia: Obawiam się, że nie będzie mógł być wdrożony bezboleśnie. W Polsce powstało bowiem przez ostanie 4 lata kilkanaście tysięcy niepublicznych podmiotów – od małych gabinetów, poprzez przychodnie, do całkiem sporych szpitali. Dla nich nie ma miejsca w proponowanym rozwiązaniu. Pomysłodawcy przewidują, co prawda, że nowy SPZOZ będzie mógł kontraktować niektóre usługi nawet z prywatnymi podwykonawcami, ale przecież nie po to wprowadzi się „zarządzanie leczeniem” żeby utrzymać dzisiejszy poziom świadczeń. Tak więc prywatni – do odstrzału!

Krzysztof Bukiel – przewodniczący Zarządu Krajowego OZZL