W interesie
publicznym
Kilka miesięcy
temu głośna - po raz kolejny - stała się sprawa czynszów dla
lokatorów zamieszkujących w prywatnych kamienicach. W większości
tych domów wprowadzono bowiem znaczną podwyżkę opłat. Stało
się to wskutek wyroku Trybunału Konstytucyjnego z dnia 12
stycznia 2000 roku (Sygn. P. 11/98) który uznał, że niezgodne z
konstytucją są przepisy, które umożliwiają gminom ustalanie
dowolnie niskich stawek czynszu w prywatnych kamienicach. Gminy chętnie
korzystały z takiej możliwości. Dzięki zaniżonym czynszom,
gminy nie musiały wypłacać wielu lokatorom dodatków
mieszkaniowych, które zostały pomyślane, jako pomoc ze środków
publicznych przeznaczona dla najbiedniejszych mieszkańców. Gminy
rzeczywiście odnosiły korzyści finansowe, ale przecież ktoś
te koszty musiał ponieść. Ponosili je właściciele kamienic,
którzy dopłacali ze swojej kieszeni do utrzymania budynków.
Trybunał
Konstytucyjny rozpatrzył sprawę niezwykle dogłębnie i
wszechstronnie. Niech świadczy o tym chociażby fakt, że
uzasadnienie do wyroku liczy ponad 30 stron. Trybunał zastanawiał
się, czy omawiany przepis nie pozbawia kamieniczników
konstytucyjnego prawa do własności ( art. 64 Konstytucji RP) i
nie narusza tzw. zasady proporcjonalności (zakazu nadmiernej
ingerencji). Ta ostatnia zasada ( art. 31 Konstytucji) polega na
tym, że nie wolno ograniczać praw konstytucyjnych jednych osób,
jeżeli nie jest to konieczne ochroną praw innych osób albo jeżeli
wprowadzone ograniczenia nie są niezbędne dla ochrony interesu
publicznego, a dany cel społeczny można osiągnąć w inny sposób.
Zasada proporcjonalności jest też naruszona, gdy ciężary nałożone
na obywateli są nieproporcjonalnie duże w stosunku do osiągniętych
efektów. Nie miejsce tutaj aby przedstawić szeroką analizę
wyroku Trybunału. Warto jednak przytoczyć kilka najważniejszych
tez z uzasadnienia w tej sprawie. Zobaczymy bowiem, że mogą one
mieć zastosowanie nie tylko w odniesieniu do kamieniczników.
Trybunał
Konstytucyjny stwierdził, że taka sytuacja, gdy właściciele
kamienic nie mają wpływu na wysokość cen, ustalanych za
korzystanie z ich własności, a zwłaszcza gdy narzucona im cena
jest drastycznie zaniżona i nie pozostaje w żadnym związku z
rzeczywistymi kosztami utrzymania kamienicy, narażając ich na
straty - jest pogwałceniem konstytucyjnego prawa własności.
Trybunał uznał również, że nie jest właściwe, aby gminy mogły
dowolnie zaniżać wysokość czynszu w prywatnych kamienicach,
tym bardziej, że jednocześnie na gminach ciąży obowiązek wypłaty
dodatków mieszkaniowych dla najbiedniejszych. Ograniczanie wysokości
stawek czynszu pozwala gminie uniknąć napięć społecznych, ale
koszty z tego wynikające pokrywa już nie gmina ( która
"oszczędza na dodatkach mieszkaniowych"), lecz właściciele
budynków (lokali), w których stosuje się czynsz regulowany.
Taki przepis prowadził - zdaniem Trybunału - do
"patologicznych, ... sytuacji, w których właściciel
budynku (lokalu) faktycznie dotował najemców ze swoich własnych
środków". Trybunał podkreślił przy tym, że to dotowanie
dotyczy nawet - stosunkowo - zamożnych lokatorów, bo gminy nie różnicują
przecież wysokości czynszów w zależności od dochodów mieszkańców
kamienicy. Trybunał zwrócił również uwagę na fakt, że
ograniczenie przychodów właścicieli kamienic nie zwalania ich
wcale z obowiązku utrzymania odpowiedniego stanu lokali oraz, że
lokatorzy mają prawo domagać się od kamienicznika zapewnienia właściwych
warunków mieszkania (chociażby na podstawie ogólnie obowiązujących
przepisów kodeksu cywilnego). W tym kontekście Trybunał zauważył,
że przyjęte rozwiązania, pozbawiające kamieniczników
odpowiednich dochodów, obracają się przeciwko celowi, któremu
- w zamierzeniach -miały służyć. Gdy bowiem kamienicznicy nie
będą mieli pieniędzy, aby remontować swoje kamienice, one po
prostu rozpadną się z czasem i dotychczasowi lokatorzy stracą
miejsce zamieszkania. Sytuacja mieszkaniowa obywateli zamiast się
poprawić, ulegnie pogorszeniu, zatem efekt, jaki się osiągnie
przez przyjęte rozwiązanie będzie nieproporcjonalnie znikomy
wobec ciężarów nałożonych na określoną grupę obywateli.
Trybunał uznał również, że wprowadzone ograniczenia prawa własności
kamieniczników nie były bezwzględnie konieczne. Taki sam cel
(zapewnienie osobom najbiedniejszym możliwości mieszkania) można
bowiem osiągnąć w inny sposób - na przykład przez pełniejszą
realizację istniejących przepisów o dodatkach mieszkaniowych.
Nie zachodziłaby wówczas sytuacja, że pożądany społecznie
cel w postaci ochrony najemców realizowana jest na koszt i ryzyko
wyłącznie jednej grupy społecznej, a mianowicie właścicieli
budynków i lokali.
Stwierdziłem
powyżej, że tezy, zawarte w omawianym stanowisku Trybunału
Konstytucyjnego, mogłyby mieć zastosowanie nie tylko w
odniesieniu do czynszów regulowanych, narzuconych prywatnym
kamienicznikom. Ja, na przykład, dostrzegam wiele podobieństw
opisanej tam sytuacji do tego, co dzieje się w polskiej służbie
zdrowia. W tym przypadku też mamy do czynienia z ważnym celem
społecznym, jakim jest zapewnienie wszystkim obywatelom, niezależnie
od ich sytuacji finansowej, dostępu do leczenia. Zupełnie też
podobnie ustawodawca chce ten problem rozwiązać. Stworzył
przepis, dzięki któremu wykonawcom usług medycznych można
narzucić dowolnie niską cenę za ich świadczenie. Wykonawcy usług
i właściciele zakładów opieki zdrowotnej nie mają żadnego
(faktycznego) wpływu na wysokość tych cen, które są
niejednokrotnie niższe niż koszty związane z wykonaniem usługi
i utrzymaniem zakładu. Zaniżanie cen za świadczenie zdrowotne
pozwala władzom uniknąć napięć społecznych ze strony pacjentów,
jak też i minimalizować wydatki na opiekę zdrowotną ze środków
publicznych, ale koszty z tego wynikające pokrywają już nie władze,
ale świadczeniodawcy - lekarze, pielęgniarki, inny personel
medyczny, właściciele zakładów opieki zdrowotnej. Takie rozwiązanie
prowadzi do patologicznej sytuacji, gdy służba zdrowia
(rozumiana jako całość) faktycznie dotuje pacjentów ze swoich
własnych środków, przy czym dotyczy to nawet pacjentów
stosunkowo zamożnych, bo ustawa o ubezpieczeniu zdrowotnym nie
przewiduje jakiejkolwiek elastyczności w tym względzie ( na
przykład w postaci współpłacenia przez pacjentów za niektóre
świadczenia zdrowotne). Warto przy tym zauważyć, że jak
kamienicznicy są zobowiązani do utrzymania swoich kamienic w
odpowiednim stanie technicznym, tak lekarze, pielęgniarki i inny
personel medyczny, a także dyrektorzy ZOZ-ów są zobowiązani do
zapewnienia już nie tylko odpowiedniego stanu technicznego
pomieszczeń i sprzętu, ale jeszcze do udzielania świadczeń
zdrowotnych na najwyższym poziomie i mogą być - za
niezachowanie takiego poziomu - pozwani przez pacjentów przed sąd.
Zachodzi również inna analogia z kamienicznikami. Nie
remontowane szpitale, nie odnawiany sprzęt, nie szkoleni
pracownicy (z powodu braku środków) - wszystko to doprowadzi do
sytuacji, że z czasem nie będzie gdzie, przy pomocy kogo i czego
leczyć ludzi - wszystkich, również tych najbiedniejszych. Zatem
efekty przyjętego rozwiązania okażą się nieproporcjonalnie małe
w stosunku do ciężarów nałożonych na wybraną grupę
obywateli. Zauważmy - w końcu - że cel społeczny jaki założyli
sobie rządzący, ustanawiając regulowane (dowolnie przez płatnika)
ceny za świadczenia zdrowotne, można by osiągnąć w inny sposób,
nie obciążając tylko jednej grupy społecznej - pracowników służby
zdrowia. Takim sposobem mogłoby być na przykład istotne zwiększenie
składki na powszechne ubezpieczenie zdrowotne, dzięki czemu można
by sfinansować znacznie więcej świadczeń niż obecnie, bez
konieczności drastycznego zaniżania ceny za świadczenie. Innym
rozwiązaniem mogłoby być ograniczenie zakresu świadczeń bezpłatnych
i wprowadzenie współpłacenia za niektóre świadczenia przez
pacjentów. To nie tylko zwiększyłoby ilość pieniędzy
przeznaczonych na leczenie, ale także zracjonalizowało
korzystanie z tych świadczeń. Uzupełnieniem współpłacenia
mogłyby się stać "dodatki lecznicze" czyli pomoc ze
środków publicznych, kierowana do wybranych, najbiedniejszych osób,
których nie byłoby stać na dopłaty. Można by - ostatecznie -
wprowadzić kombinację wspomnianych wyżej rozwiązań.
Mechanizmem, który
pozwala na dowolne zaniżanie cen za świadczenia zdrowotne jest
tzw. konkurs ofert, na podstawie którego płatnik dobiera sobie
kontrahentów i ustala warunki umowy, w tym ceny za poszczególne
świadczenia. Konkurs, który miał naśladować mechanizm
rynkowej konkurencji, nigdy takim mechanizmem się nie stał, a to
za sprawą zaplanowanej nierównowagi stron. Płatnik jest jeden,
świadczeniodawców jest wielu. Płatnik jest także monopolistą
wobec "ubezpieczonych", a zatem nie musi się obawiać
"buntu" również z tej strony. Może "karać"
niepokornych kontrahentów, rezygnując z ich usług, bez obawy,
że ubezpieczeni, niezadowoleni z zakresu oferowanych świadczeń,
przejdą do konkurencji. Jest rzeczą znamienną, że przepis o
konkursie ofert, który obowiązywał w systemie kas chorych,
został również przeniesiony do Narodowego Funduszu Zdrowia.
Najwyraźniej rządzący dostrzegli jaką mają korzyść z tego
mechanizmu.
Dzisiaj, gdy
ustawa o Narodowym Funduszu Zdrowia została już podpisana przez
Prezydenta, niektóre ugrupowania - chcące uchodzić za
opozycyjne - oraz NSZZ Solidarność, zapowiadają skierowanie
ustawy do Trybunału Konstytucyjnego. O ile dobrze zrozumiałem z
ich zapowiedzi, przedmiotem tych wniosków będą jednak jakieś
dziwne - moim zdaniem - i zupełnie drugorzędne zarzuty, nie
podważające głównej zasady nowego ( i dotychczasowego) sytemu.
A zasadą tą jest zaplanowany wyzysk ekonomiczny jednej grupy społecznej
- pracowników służby zdrowia. Usprawiedliwieniem dla tego
wyzysku ma być osiągnięcie celu społecznego w postaci
zapewnienia wszystkim obywatelom naszego kraju, niezależnie od
ich sytuacji finansowej, dostępu do świadczeń medycznych.
Jednak, jak to orzekł Trybunał Konstytucyjny w sprawie
kamieniczników, wyzysk taki jest niezgodny z Konstytucją. OZZL
sprawdzi, czy Trybunał podtrzyma swoje stanowisko w odniesieniu
do opieki zdrowotnej.
Krzysztof
Bukiel - przewodniczący Zarządu Krajowego OZZL
24 lutego
2003r.
|