
Szanowni
Państwo,
Przyszliśmy dzisiaj – z inicjatywy Ogólnopolskiego Związku Zawodowego
Pielęgniarek i Położnych – przed siedzibę rządu aby zaprotestować
m. innymi przeciwko niepodejmowaniu przez rząd działań, które
zapobiegłyby dalszemu pogarszaniu się tragicznej sytuacji finansowej
zakładów opieki zdrowotnej i służby zdrowia – jako całości.
Gdy
my oskarżamy polityków o bezczynność w tej sprawie, oni twierdzą,
że bankructwo polskich szpitali nie jest efektem działań rządu,
ale wynikiem „bezwzględnych praw ekonomii”.
To
kłamstwo.
Pytam
rządzących – jakie obiektywne, ekonomiczne czynniki powodują,
że polska służba zdrowia jest bankrutującą firmą ?
Czy nie ma chętnych, którzy chcieliby korzystać ze świadczeń
zdrowotnych w Polsce? Wręcz przeciwnie. Ustawiają się kolejki
po dobra, które my oferujemy.
A
może są przerosty zatrudnienia w naszej firmie ? Gdzież tam.
Ilość lekarzy w Polsce, w przeliczeniu na 10 tysięcy mieszkańców
jest najmniejsza w Europie ( poza Wielką Brytanią – gdzie jednak
na leczenie czeka się wielokrotnie dłużej niż w naszym kraju).
Ilość pielęgniarek jest nie tylko jedną z najmniejszych w Europie,
ale również mniejsza niż normy ustalone przez polski rząd. Ilość
łóżek szpitalnych jest w Polsce najmniejsza w Europie ( znowu
poza Wielką Brytanią).
Może
zatem mamy zbyt duże koszty ? Też nie. Jeśli porównać ile kosztują
dowolne zabiegi w Polsce i poza Polską, to okazuje się, że u
nas są one zdecydowanie najtańsze.
Polska
służba zdrowia jest zatem „firmą”, która oferuje niezwykle atrakcyjny
i poszukiwany towar, ma minimalne zatrudnienie i bardzo małe
koszty. Taka firma – zgodnie z prawami ekonomii – powinna kwitnąć
i rozwijać się dynamicznie. Jednak polska służba zdrowia – bankrutuje.
Dlaczego?
Bo bankructwo polskiej służby zdrowia nie jest wynikiem „bezwzględnych
praw ekonomii” – jak próbują wmówić nam rządzący, ale wynikiem
działań polityków, którzy robią co mogą aby praw ekonomii do
polskiej służby zdrowia nie stosować.
Politycy
zauważyli bowiem, że służba zdrowia jest znakomitym polem do
prowadzenia gry i propagandy politycznej. Wiadomo przecież,
że zdrowie jest najbardziej pożądanym dobrem na tej ziemi. Dlatego
politycy mamią ludzi obietnicami, że to oni zapewnią wszystkim
leczenie bez ograniczeń i za darmo. Te obietnice są pretekstem
dla podnoszenia podatków. Pieniądze z tych podatków nie trafiają
jednak na leczenie ludzi. Służą one finansowaniu dziwacznych
celów i dziwacznych instytucji, które istnieją tylko po to aby
można było wynagrodzić partyjnych towarzyszy zasłużonych dla
rządzących akurat ugrupowań.
Można
wymienić tutaj liczne tego przykłady:
-
w
połowie lat 90 – tych na dofinansowanie BGŻ przeznaczono tyle
pieniędzy, ile wydawało się w ciągu całego roku na całą służbę
zdrowia w Polsce – zobaczcie kto rządzi BGŻetem,
-
w
minionych 10 latach tzw. restrukturyzacja górnictwa pochłonęła
jeszcze większą kwotę, ale nie poprawiło to ani sytuacji górników
ani kopalń, zapewniło jednak fortuny nomenklaturowym szefom
spółek węglowych i nieprzypadkowym pośrednikom w handlu polskim
węglem,
-
rokrocznie
Ministerstwo Finansów stosuje ulgi, zwolnienia i obniżki podatku
dochodowego od osób prawnych w sposób zupełnie uznaniowy,
co uszczupla budżet państwa o kwoty kilku miliardów złotych
- kto uzyskuje te zwolnienia ? ,
-
prawie
40 % publicznych pieniędzy funkcjonuje w sferze parabudżetów
-
funduszy
celowych, agencji i fundacji, praktycznie przez nikogo nie
kontrolowanych. Jak obliczyła Najwyższa Izba Kontroli zdarzały
się lata , w których na działalność statutową fundusze przeznaczały
niecałe 10 % posiadanych pieniędzy, a reszta - ? Zobaczcie
kto kieruje tymi funduszami.
-
w
ciągu ostatnich 10 lat ilość urzędników w Polsce zwiększyła
się dwukrotnie, a zapowiada się jeszcze jej zwiększenie aby
zaspokoić oczekiwania Unii Europejskiej – kto obsadza te stołki
?
-
chociaż brakuje w budżecie państwa pieniędzy niemal na wszystko,
politycy ustalili niedawno, że budżet utrzymywać będzie również
– partie polityczne? Zastanówmy się co by było, gdyby podobnych
dotacji z budżetu zażądały związki zawodowe.
Fakty
są takie, że służba zdrowia w Polsce bankrutuje, a pasożytnicza
biurokracja kwitnie i dla uzasadnienia swojego istnienia tworzy
coraz to nowe przeszkody nie tylko dla służby zdrowia, ale dla
całej gospodarki.
Wniosek
z tego jest oczywisty. Nie uzdrowi się sytuacji polskiego lecznictwa
bez naprawy polskiego państwa. A wśród spraw pierwszorzędnych
do naprawienia jest sposób wybierania ludzi, którzy nami rządzą.
Jeżeli nadal będzie tak, że obojętnie kogo wybieramy, rządzą
osoby wskazane przez partyjnych bossów, to interesy partii i
pieniądze dla partyjnych towarzyszy, będą dla parlamentarzystów
ważniejsze niż interesy państwa i pieniądze na potrzeby obywateli,
również na ich leczenie. Dlatego powinniśmy domagać się zmiany
ordynacji wyborczej, aby wybrani przez nas posłowie słuchali
się swoich wyborców, a nie swoich partyjnych szefów. Taki warunek
spełniają wybory oparte o jednomandatowe okręgi wyborcze, gdzie
wybiera się jedną konkretną osobę z danego okręgu, a kandydaci
do sejmu nie wymagają zatwierdzenia przez przywódców swojej
partii. OZZL poparł żądanie wprowadzenia takiej ordynacji wyborczej,
skierowany przez grupę znanych osób do Prezydenta RP. Apelujemy
również do innych związków zawodowych ochrony zdrowia o poparcie
tego żądania.
Nie
dajmy się otumanić, że to ekonomia zdecydowała o naszej biedzie.
Zdecydowali tylko i wyłącznie politycy.
Krzysztof
Bukiel – przewodniczący Zarządu Krajowego OZZL
Wystąpienie
przygotowane na manifestację pracowników opieki zdrowotnej w
dniu 12 maja 2003 r w Warszawie