
Bydgoszcz dnia 05 stycznia 2005r.
Prokuratura Krajowa
Warszawa
Uzupełnienie doniesienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa
przez ministra zdrowia z dnia 08 grudnia 2004r.znak MZ.IV -
416/04
Niniejsze uzupełnienie wynika z faktu, że Minister Zdrowia
– Marek Balicki ujawnił w końcu, jakim konkretnie przepisem
kierował się, zakazując szpitalom publicznym leczyć pacjentów
„ponadlimitowych”, którzy chcą pokrywać koszty tego leczenia
ze środków własnych (prywatnych) – aby tylko nie czekać w długich
kolejkach na potrzebną im pomoc medyczną. (Wcześniej – pan
minister powoływał się ogólnie na „prawo”).
Minister oparł się na art. 34 ust. 1 w powiązaniu z art. 33
ust. 1 ustawy o zakładach opieki zdrowotnej. Wynika z nich,
że publiczny zakład opieki zdrowotnej może pobierać – od osób
uprawnionych do bezpłatnej służby zdrowia – pieniądze za świadczenia
zdrowotne, jeżeli „przepisy odrębne przewiduję odpłatność za
ich udzielanie”. Ponieważ - zdaniem ministra – nie ma takich
przepisów, szpital publiczny pieniędzy pobierać nie może.
Całe rozumowanie ministra zdrowia zasadza się na jednej tezie:
uprawnień do bezpłatnej służby zdrowia nie można się zrzec
i nawet ten, kto oświadcza, że z nich rezygnuje, nadal jest
„uprawniony”.
Taka interpretacja powyższego przepisu jest jednak błędna
i niedopuszczalna, z powodu jej niezgodności z Konstytucją
RP, co uzasadnimy poniżej.
Jeśli by przyjąć rozumowanie pana ministra i zabronić ludziom
rezygnacji z uprawnień do bezpłatnego leczenia w szpitalach
publicznych, oznaczałoby to, że pozbawia się tych ludzi możliwości
skorzystania w pełni z ich konstytucyjnego prawa do ochrony
zdrowia (art. 68 ust.1 Konstytucji). Prawo to bowiem pozwala
każdemu na podejmowanie przez niego takich działań (legalnych),
które – w jego opinii – najlepiej przysłużą się jego zdrowiu.
Jeśli zatem ktoś uzna, że dla jego zdrowia lepiej będzie leczyć
się „bezkolejkowo” i ma środki aby to zrealizować – konstytucyjne
prawo do ochrony zdrowia mówi, że wolno mu to uczynić. A jeśli
ktoś uzna, że najlepiej będzie leczony –odpłatnie - w szpitalu
publicznym, to również konstytucyjne prawo do ochrony zdrowia
pozwala mu na to. Wiadomo bowiem, że w niektórych placówkach
leczą lepiej, w innych gorzej i nieraz wybór miejsca leczenia
decyduje o jego powodzeniu lub pozostaniu w chorobie. A cóż
dopiero powiedzieć o sytuacji, gdy dane leczenie jest osiągalne
wyłącznie w szpitalu publicznym, co w warunkach polskich nie
jest rzadkością.
Widać zatem wyraźnie, że zakaz odpłatnego leczenia w szpitalach
publicznych ludzi, którzy zrezygnowali ze swoich uprawnień
do bezpłatnej służby zdrowia, bo uznali, że jest to dla ich
zdrowia lepsze, oznacza złamanie ich konstytucyjnego prawa
do ochrony zdrowia. Oczywiście, konstytucyjne prawa nie są
chronione bezwzględnie i mogą być naruszone ustawowo, ale jedynie
w przypadkach, gdy wymaga tego ważny interes publiczny lub
ochrona innego, ważniejszego prawa konstytucyjnego. Żadna z
tych sytuacji nie zachodzi w tym przypadku. Leczenie odpłatne
„bezkolejkowe” w szpitalach publicznych nie zmniejsza dostępności
do tego leczenia, udzielanego „bezpłatnie” ( jak to już udowodniliśmy
w zasadniczej części naszego doniesienia). Istnieją bowiem
limity świadczeń „bezpłatnych”, które już zostały wyczerpane,
a „moce przerobowe” szpitali pozostają nie wykorzystane. Szpitale
zatem mają wybór: albo nic nie robić, albo leczyć odpłatnie.
W takiej sytuacji leczenie pacjentów „komercyjnych” jest wręcz
korzystne społecznie, bo szpitale zyskują dodatkowe środki,
które mogą przeznaczyć na poprawę warunków leczenia wszystkich
pacjentów, a kolejka do leczenia ulega skróceniu.
Trudno również uznać, że ograniczenie prawa do ochrony zdrowia
uzasadnione jest ochroną innego konstytucyjnego prawa: „do
równego dostępu do świadczeń opieki zdrowotnej, finansowanej
ze środków publicznych” (art.68 ust.2 Konstytucji). Faktycznie
zachodzi konflikt między tymi prawami: kto chce w pełni skorzystać
z konstytucyjnego prawa do ochrony zdrowia i leczyć się skutecznie
„bezkolejkowo” – ten musi zrezygnować z prawa do bezpłatnych
świadczeń zdrowotnych, a „bezpłatność” ta uznana została przez
ustawę (z 27 sierpnia 2004r - o świadczeniach opieki zdrowotnej
finansowanych ze środków publicznych) za synonim „równego dostępu”.
Jeśli by jednak oceniać które z wymienionych praw konstytucyjnych
jest ważniejsze, to niewątpliwie pierwszeństwo należałoby przyznać
prawu do ochrony zdrowia, bo ma ono bardziej ogólny, „pierwotny”
charakter. Nie byłoby prawa do „równego dostępu” do świadczeń
zdrowotnych, gdyby nie było prawa „do ochrony zdrowia”.
Szczególne znaczenie prawa do ochrony zdrowia podkreślał wielokrotnie
Trybunał Konstytucyjny i Rzecznik Praw Obywatelskich. Wskazywano
zwłaszcza na bezpośredni związek „prawa do ochrony zdrowia”
z „prawem do życia”, co sytuuje to prawo pośród praw przyrodzonych,
których źródłem jest niezbywalna godność człowieka. Trybunał
Konstytucyjny w wyroku w sprawie P. 12/99, (OTK ZU nr 7/2000,
poz. 260) stwierdził jednoznacznie: „Ustawodawca z reguły nie
może ich nie tylko kwestionować, ale i ograniczać. Nie są one
w zasadniczej swojej treści uzależnione od woli prawodawcy,
a tym bardziej od organów stosujących prawo, bez względu na
to, czy będą to organy administracji publicznej, czy sądy...”.
Podobnie stwierdził Rzecznik Prawa Obywatelskich – prof. Andrzej
Zoll: Prawo do ochrony zdrowia jest konstytucyjnie gwarantowane
i to nie tylko jako prawo, które nadane zostaje jego adresatom
przez władzę państwową, ale jest to prawo podstawowe wynikające
z przyrodzonej i niezbywalnej godności człowieka, którego przestrzeganie
władza państwowa jest zobowiązana ochraniać (zob. A. Zoll,
Problemy służby zdrowia w świetle doświadczeń RPO, Prawo i
Medycyna 2000, nr 8, vol. 2). W doktrynie wyraźnie zwraca się
uwagę na to, że art. 68 ust. 1 nie ma charakteru deklaratywnego.
Słusznie więc podkreśla J. Ciemniewski (Konstytucyjne podstawy
praw pacjenta, Materiały Konferencji „Godność człowieka podstawą
praw chorego i pacjenta”, VIII Światowy Dzień Chorego), że
jest to norma prawna, z której wynikają określone obowiązki
w stosunku do władzy publicznej.
Widać zatem wyraźnie, że w opisanej sytuacji nie zachodzą
powody, dla których ustawa zwykła, na przepisy której powoływał
się minister zdrowia, mogłaby ograniczać konstytucyjne prawo
obywatela do ochrony zdrowia. Trzeba zatem przyjąć, że interpretacja
tej ustawy dokonana przez ministra zdrowia jest zła. Trybunał
Konstytucyjny wielokrotnie stwierdzał, że jeśli zachodzą wątpliwości,
przepis ustawowy należy tak interpretować, nie podważając jego
istoty, aby pozostawał on w zgodzie z Konstytucją. W opisanym
przypadku jest to możliwe. Trzeba po prostu przyjąć, że obywatel
ma prawo zrzec się uprawnień do bezpłatnej służby zdrowia i
jako „nieuprawniony” skorzystać z odpłatnego leczenia „bezkolejkowego”
w szpitalu publicznym. Nie narusza to w żaden sposób treści
wspomnianego przepisu, że od „uprawnionych”, którzy nie zrezygnują
ze swoich uprawnień, szpital publiczny nie ma prawa pobierać
opłat za leczenie.
Wobec powyższego oraz po uwzględnieniu zasadniczej części
naszego doniesienia, uważamy za uzasadnione twierdzenie, że
minister zdrowia – Marek Balicki przekroczył swoje uprawnienia
i działał na szkodę interesu publicznego i prywatnego.
W imieniu Zarządu Krajowego OZZL
Krzysztof
Bukiel – przewodniczący Zarządu