
Do Zarządu Krajowego przyszedł list od lekarza:
Uprzejmie proszę o przedstawienie stanowiska OZZL i praktyczną wykładnię przepisów dotyczących czasu pracy lekarzy po wstąpieniu Polski do UE.
Od wielu tygodni w witrynie www Związku widnieje informacja prawnika na ten temat, jednak moim zdaniem jest ona zbyt lakoniczna i nie przedstawia skutków praktycznych nowego prawa.
W imieniu Zarządu Krajowego OZZL odpowiedział przewodniczący Zarządu:
Wydawało nam się, że sprawa jest przedstawiona jednoznacznie:
- Dopóki w polskim prawie napisane jest, że czas dyżuru nie wlicza się do czasu pracy - a tak jest napisane - i żaden sąd tego nie podważy, wszystko pozostaje po staremu niezależnie czy należymy do UE czy nie należymy.
- Może się zdarzyć, że ktoś ( na przykład OZZL) wystąpi do Trybunału Konstytucyjnego z wnioskiem o stwierdzenie, że obowiązujące w Polsce prawo, dotyczące dyżurów lekarskich, nie jest zgodne z dyrektywami UE. TK najprawdopodobniej to potwierdzi i zobowiąże Sejm RP do zmiany prawa - tak, aby dyżury lekarskie były uznane za czas pracy.
- Może się zdarzyć, że pojedynczy lekarz wystąpi do sądu z wnioskiem o uznanie, że pracodawca zmusza go do pracy powyżej norm pracy dopuszczonych w prawie europejskim. Wówczas sąd -najprawdopodobniej - wyda wyrok, że dyżury lekarskie muszą być uznane za czas pracy, a zatem nie można lekarza zobowiązać do tego, aby pracował - z dyżurami - dłużej niż 48 godzin w tygodniu. Tak właśnie stało się w przypadku lekarza niemieckiego, który wystąpił do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu i uzyskał orzeczenie jak wyżej.
Problemem jest czy my - jako związek zawodowy - powinniśmy zainicjować te działania, które przedstawiłem w pkt 2 i 3.
Sprawa była omawiana na posiedzeniu Zarządu Krajowego OZZL w dniu 27 lutego i wniosek o nasze wystąpienie do sądu lub TK nie zyskał poparcia . W czasie dyskusji - bardzo burzliwej i prowadzonej z dużym zaangażowaniem - przeważyła opinia, że Związek powinien w obecnej sytuacji przyjąć postawę wyczekującą, obserwując co zaplanują władze odnośnie czasu pracy lekarzy. Wynika to z faktu, że dyżury są często jedynym sposobem dla lekarzy aby dorobić do nędznych wynagrodzeń. Oczywiście - wszyscy się zgadzają, że najlepszym wyjściem byłoby zapewnienie lekarzom czasu pracy do 48 godzin tygodniowo z dyżurami, ale niemal wszyscy mają takie przekonanie, że - gdybyśmy się dzisiaj upierali przy tym postulacie - to będzie to skutkowało zmniejszeniem naszych wynagrodzeń do minimalnych płac. Z drugiej strony jest niemal pewne, że ktoś z lekarzy w Polsce zdecyduje się po wejściu Polski do UE na proces sądowy, o którym wspominałem wyżej i z pewnością wygra. Zarząd Krajowy OZZL zdecydował jednak, że OZZL nie powinien firmować takiego procesu, a to właśnie ze względu na bardzo sprzeczne - wśród lekarzy - opinie w sprawie, jaki sposób postępowania wybrać w obecnej sytuacji. W czasie dyskusji przeważały opinie, że najlepszym sposobem rozwiązania problemu byłoby przechodzenie na kontrakty dyżurowe lub ewentualnie na kontrakty całościowe. Jednak w obu przypadkach natrafimy, tak czy inaczej, na barierę ilości pieniędzy i monopolistyczną pozycję płatnika, i w końcu dojdziemy do wniosku, że jedynym sposobem wyjścia z tego zaułka jest zmiana systemu opieki zdrowotnej w naszym Kraju, do czego zresztą wytrwale - poprzez różne działania dążymy.
Podejrzewam, że nie będzie Pan zadowolony z takiej odpowiedzi, ale proszę o zrozumienie, że nasza decyzja nie wynika z niechęci do działania, czy narażania się komukolwiek, ale wyłącznie z bardzo niejednoznacznego odbioru obecnej sytuacji przez lekarzy. Nie chcemy po prostu, przez nasze działania pogorszyć sytuacji finansowej lekarzy. Czym innym jest bowiem domaganie się wynagrodzenia za dyżury jak za godziny nadliczbowe ( o co zawsze walczyliśmy i coś tam wywalczyliśmy), a czym innym walka o - faktyczne - zniesienie dyżurów, wraz ze zniesieniem dodatkowego wynagrodzenia, gdy o podwyżkach wynagrodzenia podstawowego nie ma co myśleć.
Krzysztof Bukiel - przewodniczący Zarządu Krajowego OZZL